Literacko i fotograficznie. Wcześniej: w kąciku z książkami ...
| < Luty 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28  
Zakładki:
Teraz czytam:
O mnie
Ulubione blogi książkowe
Wyzwania czytelnicze:
Polecam:
(c) Copyright. Wszelkie prawa do tekstów i zdjęć zastrzeżone.
sobota, 28 lutego 2009

Senność - Wojciech KuczokWojciech Kuczok napisał "Senność" na podstawie własnego scenariusza do filmu w reżyserii Magdaleny Piekorz o tym samym tytule. Filmu nie miałam okazji obejrzeć, choć pewnie to zrobię gdy nadarzy się okazja. Tak dla porównania. Tymczasem w bibliotece wpadła mi w ręce książka.

Adam i Piękniś. Robert i Żona. Pan Mąż i Róża.

Adam, świeżo upieczony lekarz, wraca na swoją wieś, gdzie czekają tak dumni z syna rodzice. Dom otrzymany w prezencie okazuje się niewygodny. Adam chce do miasta. Jak bowiem na wsi miałby rozwijać swoją niedawno odkrytą odmienność? I już tęskni do widoku poznanego w autobusie "chłopca, a nawet mężczyzny". Robert, niepiszący pisarz, utknął w małżeństwie bez radości, w domu z zasadami pod dyktando Teścia i Teściowej. To Teść załatwił mu ciepłą posadkę w suterenie własnego biura, by mógł w spokoju pisać. Robert nie pisze. Dni mijają mu na oglądaniu ludzi z "żabiej perspektywy", przez okna sutereny widzi bowiem tylko ich nogi. Popołudniami upaja się staniem w korkach, byle tylko za wcześnie nie wracać do domu. Róża, aktorka w depresji, zakochana bez pamięci w swoim mężu. Grała z miłości do teatru, popularność ją męczy a wrodzona uprzejmość nie pozwala odepchnąć ciekawskich, żyje więc na uboczu. Już nie gra.  Zdolności kulinarne wypróbowuje na mężu. Pan Mąż wykorzystuje jednak oddanie Róży, żyje drugim życiem za jej plecami.

Gdy losom trójki bohaterów przyjdzie się wreszcie przeciąć, Adam w roli lekarza, będzie musiał przekazać Robertowi wiadomość o nieuleczalnej chorobie, a Róża da mu ostatnią nadzieję.

"Senność" to moje pierwsze spotkanie z Kuczokiem, nie mam więc wyrobionego zdania na jego temat, a zdania słychać różne. Zapowiadało się nieźle, psychologiczne studium trzech pogubionych osób, to temat, który z pewnością miał szanse mnie zainteresować. Początek nawet w porządku, ale czym dalej, tym w większą (dosłowną) popadałam senność. Niekończące się długie zdania, które na początku sprawiały, że czytało się szybko, potem ciągnęły się niemożliwie, gdy ja wypatrywałam kropki. Irytowało mnie udziwnione słownictwo i nachalne wtłaczanie śląskiej gwary. Zapadło mi za to w pamięć kilka fragmentów, więc dwa z nich zacytuję, pierwszy dla przestrogi, drugi, by pamiętać od czego zacząć, gdy przyjdzie się pogubić ...

"Słuchaj i zapamiętaj: siedem jest grzechów głównych, a najcięższym z nich lenistwo. Pod wieloma imionami będzie się ono przed tobą maskować; jako posępnica albo melancholia będzie występować najłacniej. Nie poddawaj się gnuśności, jak raz cię dopadnie, nigdy nie odpuści. Noce prześpisz, dnie przeziewasz, trudnościom umykając, wysiłku unikając, oślepniesz i ogłuchniesz na żywioły wszelkie. Robak roztoczy nad tobą opiekę. Zamiast radości poczujesz zazdrość wobec wszystkich, którym życie smakuje. Nie będziesz żył, tylko pleśniał, z pleśnią na ustach dreptał w miejscu, cudzym pleśniom wrogi."

"/.../ jak coś cię gnębi, zacznij od tego, żeby zrobić wokół siebie porządek, może ci się wydawać, że wszystko jest czyste i posprzątane, ale przyjrzyj się dokładnie, zawsze znajdziesz jakieś niewytarte półki, kłębki kurzu na szafach, pajęczyny pod obiciami krzeseł, a jeśliś nawet wczoraj ostatniego pająka wessał do odkurzacza, podłoga błyszczy od pasty, okna są tak czyste, że ptaki się od nich odbijają, a mimo to smutek ci nie odpuszcza, bierz się do porządkowania porządku, nawet gdybyś miał przestawiać krzesła z miejsca na miejsce, zmieniać kolejność książek ułożonych na regałach, w końcu natkniesz się na przeoczony kawałek brudu i powitasz go z radością, wierz mi, synuś, jak cię co trapi, bierz się do sprzątania, zanim będziesz gotów zrobić porządki w sobie samym."

środa, 25 lutego 2009

Przypomnij sobie - Elina HirvonenNa pierwszych stronach powieści Eliny Hirvonen z zaskoczeniem odkryłam nawiązanie do "Godzin" Michaela Cunninghama. Ten przedziwny powrót do co dopiero czytanej pozycji sprawił, że z większym przekonaniem zabrałam się do lektury. Chociaż pojawiło się też zastanowienie: bo jak mogą się potoczyć losy nowych bohaterów, jeśli cytowane fragmenty to list pożegnalny Virginii Woolf przed samobójczą śmiercią? Nie wróżyło to nic dobrego ...

W "Przypomnij sobie" spotykamy trzy istnienia ludzkie ze złamanym życiem. Anna i Jonasz mają za sobą trudne dzieciństwo z władczym ojcem nadużywającym przemocy i obojętną na to wszystko matką. Przemoc w sposób fizyczny dotyka tylko nadwrażliwego Jonasza, którego to ojciec nawet nie próbuje zrozumieć. Jednak nie mniej cierpi Anna zmuszona patrzeć na niedolę brata, będąc jego jedynym ratunkiem i jedynym pocieszeniem. Nieporadność życiowa Jonasza doprowadza go do szpitala psychiatrycznego i w konsekwencji do prób samobójczych. Anna, która za wszelką cenę pragnie stabilizacji dla brata, by móc się od niego odciąć, sama wiąże się z nieudacznikami potrzebującymi jej wsparcia. W związkach z alkoholikami i złodziejami powiela zachowania z dzieciństwa.

Ian ucieka ze swojego kraju po zamachach z 11-ego września a ucieczka ta jest swego rodzaju protestem przeciw wojnie w Iraku. Jednak będąc obywatelem amerykańskim w Finlandii staje się łatwym celem ataków manifestantów, mimo prezentowania tej samej postawy co oni. Ian, jak Anna i Jonasz, ucieka też od dzieciństwa. Od matki hipiski zajętej tylko sobą i ojca, któremu po powrocie z Wietnamu pozostaje już tylko dożyć końca swoich dni w ośrodku dla weteranów wojennych.

Anna i Ian próbują żyć razem i otwierają się przed sobą nawzajem. Więc może w ten sposób uda im się zaakceptować przeszłość i zaleczyć stare rany?

Lektura od kilku dni zajmuje już swoje miejsce na regale, a mimo to ciągle mi towarzyszy. I ciągle nie opuszcza mnie zdziwienie jak w tak niewielkiej pozycji autorka zdołała pomieścić tyle emocji? Idylliczne wręcz opisy świąt kontrastują z bardzo obrazowo naszkicowanymi scenami maltretowania Jonasza. Wyrzuty ojca, który bije, bo nie umie znaleźć innej drogi do zaakceptowania syna, stają naprzeciw wyjątkowej empatii Anny. W tle rysuje się wielka polityka państw, która w niemniejszym stopniu wpływa na losy bohaterów. A wszystko razem daje niełatwą, ale i piękną prozę wartą zauważenia.

poniedziałek, 23 lutego 2009

A nawet dwa:) Więc tak ...

Na fali wznowionych poszukiwań czytelniczych wybrałam się w zeszłym tygodniu zapisać do mojej małomiasteczkowej biblioteki. Dlaczego dopiero zapisać? No cóż, chorujące oko prawie uniemożliwiało mi czytanie w ostatnich latach i po przeprowadzce w nowe miejsce do biblioteki jakoś nie było mi po drodze. Czytałam mało, a jak już to z biblioteczki własnej lub znajomych. Teraz (odpukać) nie narzekam, więc "romans" z biblioteką trzeba było zacząć na nowo;) Nie wiedziałam tylko co mnie tam czeka? I jakież było moje zaskoczenie, gdy pani bibliotekarka (bardzo miła zresztą) po objaśnieniu mi gdzie czego szukać, na końcu wskazała regał z nowościami oznajmiając: "na brak pieniędzy nie narzekamy, mamy większość nowości" ... musiałam chyba głupio wyglądać z tymi moimi szeroko otwartymi oczami, bo pani dziwnie mi się przyglądała;) Ale jak tu nie zapomnieć języka w gębie na takie słowa, w ustach pracownika instytucji publicznej, i to jeszcze w czasie kryzysu ...?;)

Słabo się przygotowałam i czas gonił, ale ostatecznie wyszłam z trzema książeczkami:

  1. "Życie Pi" Yann Martel - na blogach książkowych znalazłam listę 100 książek wg BBC, które trzeba przeczytać ... nie ma się czym chwalić w moim przypadku, bo efekt jest marny, ale w tym roku udało mi się już nieświadomie polepszyć go odrobinkę przez "Miłość w czasach zarazy" i "Pokutę", a ciąg dalszy to takie moje małe prywatne wyzwanie. "Życie Pi" po prostu wyrosło mi przed oczami w tej bibliotece, więc to musiał być znak:)
  2. "Senność" Wojciech Kuczok - byłam ciekawa filmu, ale nie udało się obejrzeć, więc przeczytam:)
  3. "Ta historia" Alessandro Baricco - kilka książko-blogowiczek zachwalało "Jedwab" tego autora. "Jedwabiu" nie było, była "Ta historia", więc wzięłam ją do domu:)

Stosik numer dwa to już książeczki zakupione w różnych miejscach. Zdecydowanie najważniejszy "Chłopiec z latawcem" Khaleda Hosseiniego, ale reszta też bardzo smakowicie wygląda:) Wpadam w nałóg jak nic ... ale myślę sobie, że jak się już uzależniać, to najlepiej od książek:)

niedziela, 22 lutego 2009

Stuhrowie Historie rodzinne - Jerzy Stuhr"Historie rodzinne" zakupiłam na prezent dla bliskiej osoby. Myślałam, że przeczytam w nieokreślonej przyszłości, gdy obdarowana zechce mi je pożyczyć. Położyłam ładnie na regale, gdzie miały czekać do dnia wręczenia. Nie naczekały się jednak długo. Jedynie dwa dni, do wolnego sobotniego popołudnia, kiedy moja ręka powędrowała po nie, by z ciekawości przejrzeć kilka stron. Skończyło się tak, że kilka godzin później przewracałam stronę ostatnią :] ... A teraz zaczynam się zastanawiać, czy taki napoczęty prezent może się jeszcze spodobać?

Różne opinie słyszałam na temat tej książki, jedne, że genialna, inne, że nikt by jej nie wydał, gdyby nie znane nazwisko. Fakt, że z nazwiskiem Kowalski nie zrobiłaby takiej kariery jest raczej oczywisty, ale mnie coś do niej ciągnęło. Może sentyment, bo ix lat temu podkochiwałam się w młodym Stuhrze, a może to, że ich dom weekendowy znajduje się tak niedaleko miejsca, gdzie sama mieszkam ...? Ten dom w górskiej okolicy znalazłam w opowieści pana Jerzego, i dowiedziałam się, że jest spełnieniem marzeń jego rodziny. Inne miejsca książki też są mi osobiście bliskie, jak oczywiście Kraków, czy też bardzo dobrze kojarząca mi się Bielsko Biała.

Jerzy Stuhr napisał te wspomnienia dla swoich dzieci. "To dla nich i ich dzieci rekonstruowałem historię naszej rodziny, czasami posiłkując się tylko domniemaniami wynikającymi z suchych dokumentów zachowanych w archiwum domowym. To dług, który spłacam rodzicom, dziadkom i pradziadkom, by przechowywana przeze mnie wiedza przetrwała w następnych pokoleniach, niezależnie od miejsca, gdzie zapuszczą korzenie."

Opowieść toczy się od przybycia do Krakowa pradziadków Jerzego, Anny i Leopolda z Austro-Węgier i jak w każdej historii rodzinnej znajdziemy tu liczne śluby i narodziny, ale i tragedie. Uśmiechniemy się nad wspomnieniami o babci Masi a wzruszymy nad więziennymi zapiskami dziadka Oskara z obozu pracy w Nowym Wiśniczu a później z Oświęcimia. Dowiemy się, że niemiecko brzmiące nazwisko mogło Oskara uratować od więzienia, a wiele lat później było przyczyną wielu nieprzyjemności spotykających Jerzego.

W trakcie czytania nie czuje się zupełnie, że mamy do czynienia z historią jednego z kultowych polskich aktorów. Wszystko dlatego, że autor z ogromnym szacunkiem odnosi się do przeszłości a swoją opowieść zabarwia ciepłem i miłością. Miłością, której okazywanie, jak zgodnie twierdzą dzieci Maciej i Marianna, przychodzi mu nie łatwo. Ale, jak to często bywa w takich wypadkach, widocznie łatwiej ją przelać na papier ...

piątek, 20 lutego 2009

Sto odcieni bieli - Preethi Nair

Kiedy witam się z nową książką najpierw oglądam ją z każdej strony, wygładzam okładkę dłonią a potem kciukiem przesuwam po wszystkich stronach wywołując delikatny wietrzyk. I wdycham to powietrze zastanawiając się co też książka mi przyniesie. Ktoś pewnie powie, że po prostu wdycham farbę drukarską, ale ja chciałabym od razu wywąchać wszystkie zapachy, które są w środku ukryte. Coś na wzór uruchamiania wszystkich dźwięków z pianina, gdy przejedzie się dłonią na raz po wszystkich jego klawiszach ... Zwariowałam do reszty, czy może ktoś z Was też ma podobnie? :)

Bo książki mają swój zapach, a "Sto odcieni bieli" pachnie wyjątkowo wyraźnie. Pachnie dalekimi krajami, indyjskim jedzeniem, egzotycznymi owocami i przyprawami. Naprawdę nie polecam czytania opowieści Nalini na pusty żołądek, bo w trakcie na bank trzeba będzie pomaszerować do kuchni czegoś poszukać, a lodówka może nie spełnić wygórowanych już wtedy wymagań;)

Nalini opuszcza swój kraj, żeby z dwójką dzieci podążyć za mężem do Anglii. Wkrótce zostaje sama z długami męża i bez znajomości języka, zmuszona zamienić wygodne życie w dostatku na lichą norę w dzielnicy imigrantów. Dla dobra swojego i dzieci postanawia pogrzebać męża w myślach a ratunek przynoszą jej dwie pary pomocnych dłoni i miłość do gotowania wpojona przez matkę w Indiach. Miłość i wiara w moc potraw, które mogą uleczyć każdą ludzką dolegliwość.

"Przyrządzanie pożywienia jest sztuką magiczną i jeśli wszystko robi się dobrze, jedzenie ma moc zmiękczania nawet najtwardszych serc. /.../ Ściśle określona porcja kminku dla zaostrzenia apetytu na życie, laska cynamonu na przełamanie życiowej stagnacji, sok z cytryny na zapomnienie uraz, chili na złagodzenie bólu i kurkuma na uleczenie serca. Listki świeżo zerwanej kolendry temperują zły humor i powodują jasność myśli, ognisty, pieprzny rasam* ogrzewa duszę, a starty kokos daje ukojenie i pociechę. Moczona przez kilka dni tłuczona soczewica, dodana do ciasta na cienkie naleśniki z nadzieniem ze smażonych ziemniaków w sosie masala, daje poczucie dumy i wewnętrznej równowagi. Żółta fasola dodana do toranu** z jarzyn zapewnia długowieczność i pomyślność."

I tak Nalini, lecząc klientów swojego sklepu leczy z czasem i otwiera też swoją duszę. Jedynie jej córka Maja pozostaje niewzruszona na zaklęcia matki. Długą drogę przejdzie zanim dojdzie do właściwych wniosków. Drogę przez oddalenie, zapomnienie, błędne decyzje i oczekiwania. Będzie musiała wrócić do swoich korzeni, by na dnie pamięci odszukać wspomnienie o mądrości swojej ukochanej babci i dzięki niemu odnaleźć siebie.

"Kiedy będziesz gotowa, prawda Cię odnajdzie. /.../ Podróż człowieka zaczyna się w miejscu, gdzie się urodził. Kiedy spotykasz prawdę w jej różnych wcieleniach, staw jej czoło, chwyć za gardło, a potem przebacz i pozwól jej odejść w przeszłość. Zapomnienie przynosi spokój i miłość, której nie można kupić ani od nikogo dostać. Przynosi absolutną wolność, wolność od wszelkich pragnień i ambicji. Zostaje tylko to, co w środku, a to okazuje się dosyć."

I nic więcej mówić już nie trzeba ... a kto jeszcze jakimś cudem, jak ja, nie przeczytał ... powinien :)


* rasam – zupa z soczewicy

** toran – warzywa gotowane w mleku kokosowym

wtorek, 17 lutego 2009

Godziny – Michael CunninghamZupełnie nie rozumiem, jak mogłam "Godzin" nie przeczytać wcześniej!

Powieść to jeden dzień z życia trzech kobiet, w trzech czasoprzestrzeniach; trzy historie – a może jedna? Clarissa Vaughan, Nowy Jork, lata 90-te XX wieku. Laura Brown, Los Angeles, 1949. I Virginia Woolf, Richmond, rok 1923. Wydawca, pani domu i pisarka. Motyw wspólny: "Pani Dalloway", powieść, którą Virginia zaczyna właśnie pisać a Laura i Clarissa w jakiś sposób są jej bohaterkami.

Z pozoru prosta opowieść. Proste, codzienne czynności: wstawanie, dyspozycje dla służby, śniadanie dla męża, opieka nad chorym przyjacielem. Pod cienką warstwą codziennej krzątaniny znajdujemy narastające obawy, niedostosowanie, uciekanie przed prawdą. Virginia, odseparowana od możliwości towarzyskich Londynu na znienawidzonych przedmieściach, dryfuje między życiem, które prowadzi a ogarniającym ją powoli obłędem, ucieka od codziennych obowiązków, wręcz boi się swojej służby w postaci tak przyziemnej i wiecznie niezadowolonej Nelly, żyje życiem bohaterów swojej powieści. Laura nie może się odnaleźć w roli pani domu, którą się stała, w roli żony swojego wspaniałego męża, który to właśnie ją wybrał, a jak mogłaby odmówić powracającemu z wojny żołnierzowi? Stara się ze wszystkich sił, nawet tort z okazji urodzin męża piecze dwa razy, by był idealny, ale przerasta ją opieka nad małym Richardem, który, jak sądzi, ciągle ją obserwuje a może nawet czyta w jej myślach? Częściowe zapomnienie znajduje w lekturze, dałaby wszystko, by świat poza książką nie istniał.

Z biografii Virginii Woolf wiemy o jej odmiennej orientacji seksualnej, czy jednak wątki homoseksualne w powieści należy traktować dosłownie? A może pocałunki bohaterek z kobietami mają być jedynie symbolem, pragnieniem zmian, tak silną potrzebą wyrwania się z więzów norm i przyjętej obyczajowości?

Clarissa, w czasach już po rewolucji seksualnej, w związku z Sally od 15 lat, prowadzi intensywne życie towarzyskie wśród śmietanki nowojorskiej. W tym dniu zaprząta ją jedynie organizacja przyjęcia: zakup kwiatów, przygotowanie jedzenia a nawet ułożenie gości przy stołach. Wszystko dla chorego na AIDS przyjaciela i byłego kochanka, (już nie małego) Richarda. Czy jest szczęśliwa? Czy z Sally łączy je miłość, czy już tylko przyzwyczajenie? A może powinna być z Richardem ... wciąż przecież wraca do pamiętnego lata w domu na wydmach. Może tamta chwila, gdy nazwał ją "panią Dalloway" to była właśnie "ta chwila"?

Jaki będzie koniec dnia tych trzech kobiet, gdzie zaprowadzą je ich czyny i myśli, jakie podejmą decyzje? Wiemy, że Virginia Woolf wybrała śmierć. Choć nie tamtego dnia, a kilkanaście lat później w za ciężkim płaszczu, z kieszeniami wypełnionymi kamieniami, weszła do rzeki nieopodal swojego domu i już nie wróciła. Jaki więc los czeka na dwie pozostałe bohaterki? Będą trwać w swoich wyborach? Wybiorą życie, które de facto jest śmiercią? A może inne życie? Może ktoś zadecyduje za nie? Jedno jest pewne, od wyborów z końca tego jednego dnia będzie zależeć ich dalszy los.

Michael Cunningham swoją powieścią skłania czytelnika do refleksji i zmusza do myślenia nad własnymi wyborami. Trzyma tak mocno, że trudno przewrócić ostatnią stronę, a po zamknięciu lektury zająć myśli czymkolwiek innym. W rezultacie trzeba powiedzieć, że czas spędzony z "Godzinami", to bardzo dobry czas! Polecam!

niedziela, 15 lutego 2009

... wszystko śniegiem zasypane!

A pomyśleć, że jeszcze tydzień temu można było chodzić po suchych chodnikach i wyglądać nadciągającej wiosny, która już nam pachniała w powietrzu! Jednak pięknie jest, tak biało i tak czysto i nie sposób się napatrzeć i nasycić oczu tym widokiem. Mój aparat przeszczęśliwy jest, bo też mu pozwoliłam popatrzeć ...

Zimowo cuudnie jest:) I tylko Rosa moja mała na przekór zimie udaje ... kangura:)
 
1 , 2