Literacko i fotograficznie. Wcześniej: w kąciku z książkami ...
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Teraz czytam:
O mnie
Ulubione blogi książkowe
Wyzwania czytelnicze:
Polecam:
(c) Copyright. Wszelkie prawa do tekstów i zdjęć zastrzeżone.

książka + film

sobota, 17 października 2009

Jasne błękitne okna – Edyta Czepiel

"To jak sen, kochanie jak sen, wystarczy, że zamkniesz oczy,
a ja jak cień, kochanie jak cień, będę wyła po nocy.
To jak sen, kochanie jak sen, którym będziemy się dzielić,
by jak te ćmy, jak para ciem, poszukać światełka w tunelu.
To ci się śni, śni się mnie,
dopóki śnimy, żyjemy w tym śnie.
Niech nikt nas budzić nie próbuje,
bo życie odbierze, życie popsuje.

To jak sen, kochanie jak sen, co chroni nas nocy mocą.
I ty to wiesz, i ja to wiem, że nigdy dość tych nocy." *

 

Filmowa wersja "Jasnych błękitnych okien" miała premierę w styczniu 2007 roku. Nie miałam wtedy pojęcia jaki to ciężar gatunkowy, dlatego nie umiem wytłumaczyć z jakiego powodu tak bardzo chciałam ją zobaczyć. Nie zdążyłam. Przynajmniej wtedy. Za to nieomal natychmiast po upływie krótkiego czasu wyświetlania filmu w kinach, jakby na pocieszenie nabyłam książkę Edyty Czepiel. Przeczytałam kilkanaście stron i ... odłożyłam na półkę.

W KOLOROWYM WYZWANIU obiecałam książce drugą szansę. Znów nie zdążyłam. Skończyłam w pierwszych dniach października, a zaraz potem wreszcie obejrzałam film. I jeśli mam być zupełnie szczera, muszę powiedzieć, że i jedno i drugie mnie zawiodło. A gdybym moją opinię napisała od razu o dwóch obrazach z osobna, na książce nie pozostałaby sucha nitka, na filmie może ze trzy. Czas pozwolił się im trochę przegryźć i przetrawić a równocześnie dopełnić.

Przyjaciółki. Sigita i Beata znają się od małego, wychowały się w tym samym prowincjonalnym miasteczku, które dalej jest domem dla pierwszej, a dla drugiej wstydliwym wspomnieniem. Dzieciństwo Beaty nacechowane jest alkoholizmem ojca i z góry skazanymi na klęskę staraniami zahukanej matki. Dom Sygity z pozoru bardziej cywilizowany, to zimna i niedostępna matka oraz ojciec, który bardziej niż ludzi ceni kury! Sytuację ratuje pies Król i nieograniczony dostęp do czekolady. I oczywiście przyjaźń – ta jest ratunkiem dla obu dziewczynek. Dorosłość, jak to często w życiu bywa, przynosi rozstanie, niestety też zapomnienie. Dopiero fatalny wywiad telewizyjny i z jego powodu wykonany telefon stają się impulsem do spotkania po latach. Więcej już powiedzieć nie wolno, odtąd każde dodane słowo mogłoby zdradzić za dużo. Zamilknę więc.

Mówiono mi, że książka jest przeraźliwie smutna, mówiono, że trudno doczytać ją do końca z powodu tego smutku właśnie. I było bardzo trudno, chociaż z zupełnie innych powodów. Tragizm porażał i jednocześnie jawił się niczym science fiction, tak trudno było uwierzyć w jego wielkie nagromadzenie. Całość bardzo ciężkostrawna, i to bynajmniej nie z powodu zawartości, ale przez sposób podania. Suche i powierzchowne podejście do tematu odrzuca mimo kwiecistego języka. Tak kwiecistego, że czasem trzeba przeczytać fragment dwukrotnie, by zrozumieć. Jednak najgorsze jest to, że nie wzrusza. Sama do siebie miałam pretensje, że nie umiem się przejąć losem bohaterek. Do tego doszło!

Jasne błękitne okna, reż. Bogusław Linda

Po filmie też spodziewałam się więcej. Typowe skrócenie fabuły w tym wypadku jest bardzo korzystne. Film przynajmniej nie ciągnie się niemiłosiernie jak książka. Za to jest dokładnie tak samo przerysowany w kwestiach biedy i krzywd, a dodatkowo warszawskiego showbiznesu. Podobały mi się fragmenty bez gry aktorskiej, jedynie z głosem narratorki, oglądającej świat z góry przez jasne błękitne okno, które prawdopodobnie robi się na niebie, gdy przestanie padać. Główne role Joanny Brodzik i Beaty Kawki są mało przekonujące a obecności Bogusława Lindy na ekranie lepiej w ogóle nie komentować. Film ratują aktorzy drugiego planu oraz małe odtwórczynie ról Beaty i Sygity z dzieciństwa. Ponad wszystko zaś ratują go piękne zdjęcia i niesamowita muzyka. Ale porównanie filmu Lindy do "Porozmawiaj z nią" Pedro Almodovara, które możemy znaleźć na okładce książki, jest tak grubą przesadą, że aż boli!

Film oceniam wyżej od książki, chociaż przesłonił mi on część negatywnych wrażeń po lekturze, wobec której dziś nie jestem już aż tak krytyczna. Z drugiej strony już się nie dowiem, jakbym odebrała film bez wcześniejszego przeczytania książki. I mam dylemat, bo z jednej strony chciałabym bardzo poznać wrażenia i odczucia innych, a z drugiej nijak nie jestem w stanie polecić wam żadnego z obrazów.

 

* Kasia Nosowska "Piosenka kobieca". Posłuchać można TUTAJ.