Literacko i fotograficznie. Wcześniej: w kąciku z książkami ...
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Teraz czytam:
O mnie
Ulubione blogi książkowe
Wyzwania czytelnicze:
Polecam:
(c) Copyright. Wszelkie prawa do tekstów i zdjęć zastrzeżone.

biografie - wspomnień czar

sobota, 06 lutego 2010

Jan Nowicki, Droga do domu - Rafał Wojasiński

Osoba Jana Nowickiego jest mi oczywiście znana z ekranu, skojarzenie ze słynnym "Wielkim Szu" jest automatyczne, kojarzę nawet jego syna i synową, a gdzieś przypadkiem dotarła do mnie wiadomość o zeszłorocznym ślubie z Małgorzatą Potocką. Ale większa wiedza niestety pozostaje dla mnie tajemnicą. Dlatego przyznaję, że nie miałam pojęcia, czego spodziewać należy się po tej książce.

Pierwsze wrażenia? Piękne wydanie! Piękna twarda oprawa, gruby papier i nadzwyczajne czarno-białe fotografie Krzysztofa Opalińskiego. Brawa dla fotografa, brawa dla Wydawnictwa Nowy Świat. I co najważniejsze, brawa dla autora!

"Jego pokój na poddaszu. Warszawa. Późny wieczór. Zbliża się noc. Można się w tym drewnem wyłożonym pokoju poczuć, jak w starej leśniczówce, gdzieś daleko od ludzkich siedzib. Gadamy o wszystkim, co przychodzi do głowy. Na klamce od szafy wisi marynarka na wieszaku. Ma jasne prążki. Stolik, przy którym siedzimy, stoi przy oknie. Światło jest z lampki nocnej. Odbija się w okularach, które leżą na stoliku. Obok okularów – jego lewa dłoń. Może w tym widoku nie ma tajemnicy, ale kusi. W tym obrazie kusi życie, żeby je jeszcze trzymać, doznawać światła. Z uchylonych drzwi do łazienki wydostaje się mrok. Na twarzy Nowickiego widzę uśmiech. Wiadomo, że teraz nawet najmniejszy łyk piwa sprawi radość."

Ile odbyli takich spotkań, ile w Warszawie, ile na Kujawach w Kowalu, ile takich rozmów, by powstała ta książka. Bohater literacki i jego portrecista, autor, Rafał Wojasiński. Jak sądzę wiele. Wiele spotkań z pięknem otaczającego świata, z naturą w jej najprostszych przejawach i spotkań z zupełnie zwyczajnymi ludźmi, by powstała rzecz prosta, a jednocześnie niebywale magnetyzująca. Rzecz nieomal poetycka. Zbiór niewielkich wycinków z przeszłości, opowiastek przeplatanych trafnymi dygresjami, słów życiowo mądrych, ale nie pozbawionych odrobiny przekory i szelmowskiego uśmiechu.

"Miejsca człowiekowi nie są dane, są pożyczone na jakiś czas, jak wszystko na tym świecie. To pożyczka niby na wieczyste użytkowanie, ale nawet wieczystość dla człowieka to abstrakcja, tak jak własność, posiadanie, chociaż nikt nie chce tego wiedzieć. Człowiek tylko myśli, że coś ma, bo oczywiste jest, że mieć nic nie można. Nie da się. Nawet własne serce jest tylko na użytkowanie przekazane."

Znajdziemy tu słowa o domu, o rodzinie, o dzieciństwie, o dawnych codziennych sprawach, o obcowaniu z bliskimi. Co nieco o filmie i aktorstwie, trochę o pieniądzach. Dowiemy się co aktora śmieszy, co powoduje smutek, także co myśli o Bogu, co o grzechu, jak według niego wygląda niebo. Jakie ma marzenia, jakie przyjemności sprawiają mu radość. I wreszcie czym jest ta tytułowa droga do domu. Czy tylko drogą do domu nad jeziorem, ucieczką od hałasu codzienności w mieście? A może tą drogą, którą wszyscy kiedyś pójdziemy, drogą do innego świata? Tak, o śmierci też przeczytamy, o przygotowaniu, o pogodzeniu się, o oczekiwaniu. Ale wcześniej...

Z Nowickim możemy pójść na spacer z psem, na wiśnie do ogrodu nieżyjącego już przyjaciela, możemy przygotować śniadanie albo zwyczajnie posiedzieć, pobyć, zapalić papierosa i się zamyślić. To książka na jeden refleksyjny wieczór, ale w żadnym wypadku nie do szybkiego przewracania kolejnych stron. To jest rzecz, do której się wraca. By niespiesznie smakować. Wyciszyć się. Znaleźć czas na przemyślenia. Zastanowić się nad tym, co w życiu naprawdę ważne.

Doskonały przykład na to, jak mniej może znaczyć więcej.

Polecam!

 

piątek, 03 kwietnia 2009

Opowieść dla przyjaciela - Halina PoświatowskaGdzieś na dnie mojej szafy, razem ze sto lat temu pisanymi pamiętnikami, leży stary zeszyt - a w nim wiersze - skrupulatnie przepisywane z wypożyczanych z biblioteki tomików poezji. Wiersze są różne, ale najwięcej autorstwa Haliny Poświatowskiej. Nigdy nie miałam i nie mam żadnego z jej tomików na własność, nastolatką będąc nie miałam za co ich nabyć, a z wiekiem fascynacja poezją została wyparta przez prozę. To przepisywanie miało jednak w sobie jakąś szczególną magię i do teraz rozczula mnie widok tych starych zapisków ...

"Opowieści dla przyjaciela" nie czytałam w tamtych czasach, a przecież wydana została po raz pierwszy tak dawno temu, jeszcze za życia poetki. Może nie było jej w mojej bibliotece, a może po prostu był to czas wierszy, może musiałam do niej dorosnąć.

9 maja 2009 roku Halina Poświatowska skończyłaby 74 lata. Mogła jeszcze żyć, tyle wspaniałych rzeczy mogła jeszcze dla nas napisać ... los jednak zdecydował inaczej, a pod koniec życia Haśka (bo tak o niej mówiono) za namową matki postanowiła napisać tę autobiograficzną opowieść ...

"Będę mówić, przyjacielu. Najchętniej milczałabym, ale milczenie nie jest żadnym rozwiązaniem, milczenie nie wyjaśnia nic. A ja usiłuję wciąż na nowo wyjaśnić sobie i tobie, że to, co uczyniłam, nie było zdradą. Nawet wtedy, gdy zapragnęłam umrzeć, nie popełniłam zdrady i nie zawiodłam twojej wiary we mnie. I dlatego, przyjacielu, przeciw twojemu milczeniu będę się bronić słowami. /.../ Zdarzenia, o których chcę ci opowiedzieć, znasz równie dobrze jak ja, moje słowa mają być tylko drogowskazem, który powiedzie cię w znajomym kierunku. Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze."

Początek historii, o dzieciństwie z chorobą czającą się ciągle obok, przepełniał mnie smutkiem i nostalgią. Początkowo nie zdiagnozowana wada serca nie pozostawiała złudzeń. A cóż warte jest dzieciństwo gdy nie wolno biegać i skakać, gdy z rówieśnikami nie można pójść do szkoły, gdy ograniczać trzeba nawet książki, bo serce za słabe jest, by zbyt mocno je ekscytować? Dzieciństwo i młodość Halinki upływały więc w czterech ścianach domu i bardzo często w szpitalach i sanatoriach. Słabe, wyrywające się z piersi, serce szybko znalazło sprzymierzeńca, w drugim sercu, równie słabym. Byli nieugięci, mimo że wszyscy byli przeciwni a lekarze nie dawali szans na tę miłość. Czy już wiedzieli jak niewiele mają czasu? Zaledwie dwa lata trwało małżeństwo. W wieku niespełna 21 lat Halina została wdową. Będzie cierpieć i życie po raz kolejny wyda jej się niesprawiedliwe, jednak ogromna determinacja nie pozwoli jej zamknąć drzwi przed miłością. I będzie jeszcze kochać, może nie tak jak za pierwszym razem, ale miłość zawsze będzie jej przywracać wiarę.

"Odnaleźliśmy się w tym samym gorącym pragnieniu, aby odwrócić wytknięty bieg zdarzeń, aby zaprzeczyć światu, który skazał nas na chorobę i przedwczesną śmierć. Nie byliśmy już sam na sam z buntem, z cierpieniem, potęgowanym bolesną kontemplacją. W miłości mieliśmy znaleźć siłę, która wprawdzie nie powróciła nam zdrowia, ale uleczyła naszą chorą wiarę. Wierzyliśmy, że jeśli tylko zechcemy, potrafimy być zdrowi."

Przywrócona do życia za sprawą operacji w Stanach Zjednoczonych, której przeprowadzenie samo w sobie było cudem ale i efektem bezinteresownego zaangażowania wielu osób, postanawia nie tracić ani dnia. Powiem wam, zadziwiająca jest postawa tej dziewczyny, zadziwiająca jest walka o możliwość pozostania za granicą, walka o stypendium i determinacja w zdobywaniu wiedzy, a właściwie w dosłownym połykaniu jej pełnymi garściami. Zero ustępstw i brak kompromisów, i złość na wszystkich, próbujących powstrzymać ją słowami, że jeszcze jest zbyt słaba, że dojście do pełni zdrowia wymaga czasu. Złość, która z czasem łagodnieje na rzecz spokojnego przekonywania.

"Przeszedłeś ze mną wszystkie szpitale. Opowiedziałam ci o moim bólu i o mojej nowo urodzonej nadziei. Jest jeszcze bardzo młoda. Twoje proroctwa przyjmuje ze sceptycznym uśmiechem. Miej dla niej wielką wyrozumiałość - żyje tak krótko. Nie żądaj, żeby była już rozsądna i już przewidująca. Nie każ jej się oglądać wstecz. Pozwól jej się rozglądać dokoła i pozwól jej wybiegać w przyszłość - pozwól jej biec. Powietrzem także można się upić. Ona jest pijana swobodnym, szerokim oddechem."

~~~~~~

"Czym są pożegnania, przyjacielu? Jeszcze raz obejmuję spojrzeniem ściany, kolorowe kawałki płótna, wystające grzbiety książek na półce. Myślę poprzez narastający w uszach szum. Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki odwykną od dotyku moich rąk, czy suknie zapomną o zapachu mojego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dziwić się mojej śmierci - zapomną. Nie łudźmy się przyjacielu, ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie zostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi nie ma pustych miejsc."

Dziś już wiemy, że pamięć o Halinie Poświatowskiej nie odeszła razem z jej ciałem. I słowo daję, musiałaby mnie dopaść całkowita amnezja, żebym była w stanie zapomnieć! Zachwycona jestem tą opowieścią! Zachwycona stylem i budową zdań, które układają się tak często jak poezja. I z trudem udaje mi się powstrzymać, by nie potraktować tej notki jak starego zeszytu z wierszami i nie wpisać tu wszystkich fragmentów, które mnie zaczarowały. Opowieść wypełniona kolorowymi zakładkami zajmuje od dziś ważne miejsce na regale, takie na wyciągnięcie ręki, abym w dowolnej chwili mogła do niej wrócić.

niedziela, 22 lutego 2009

Stuhrowie Historie rodzinne - Jerzy Stuhr"Historie rodzinne" zakupiłam na prezent dla bliskiej osoby. Myślałam, że przeczytam w nieokreślonej przyszłości, gdy obdarowana zechce mi je pożyczyć. Położyłam ładnie na regale, gdzie miały czekać do dnia wręczenia. Nie naczekały się jednak długo. Jedynie dwa dni, do wolnego sobotniego popołudnia, kiedy moja ręka powędrowała po nie, by z ciekawości przejrzeć kilka stron. Skończyło się tak, że kilka godzin później przewracałam stronę ostatnią :] ... A teraz zaczynam się zastanawiać, czy taki napoczęty prezent może się jeszcze spodobać?

Różne opinie słyszałam na temat tej książki, jedne, że genialna, inne, że nikt by jej nie wydał, gdyby nie znane nazwisko. Fakt, że z nazwiskiem Kowalski nie zrobiłaby takiej kariery jest raczej oczywisty, ale mnie coś do niej ciągnęło. Może sentyment, bo ix lat temu podkochiwałam się w młodym Stuhrze, a może to, że ich dom weekendowy znajduje się tak niedaleko miejsca, gdzie sama mieszkam ...? Ten dom w górskiej okolicy znalazłam w opowieści pana Jerzego, i dowiedziałam się, że jest spełnieniem marzeń jego rodziny. Inne miejsca książki też są mi osobiście bliskie, jak oczywiście Kraków, czy też bardzo dobrze kojarząca mi się Bielsko Biała.

Jerzy Stuhr napisał te wspomnienia dla swoich dzieci. "To dla nich i ich dzieci rekonstruowałem historię naszej rodziny, czasami posiłkując się tylko domniemaniami wynikającymi z suchych dokumentów zachowanych w archiwum domowym. To dług, który spłacam rodzicom, dziadkom i pradziadkom, by przechowywana przeze mnie wiedza przetrwała w następnych pokoleniach, niezależnie od miejsca, gdzie zapuszczą korzenie."

Opowieść toczy się od przybycia do Krakowa pradziadków Jerzego, Anny i Leopolda z Austro-Węgier i jak w każdej historii rodzinnej znajdziemy tu liczne śluby i narodziny, ale i tragedie. Uśmiechniemy się nad wspomnieniami o babci Masi a wzruszymy nad więziennymi zapiskami dziadka Oskara z obozu pracy w Nowym Wiśniczu a później z Oświęcimia. Dowiemy się, że niemiecko brzmiące nazwisko mogło Oskara uratować od więzienia, a wiele lat później było przyczyną wielu nieprzyjemności spotykających Jerzego.

W trakcie czytania nie czuje się zupełnie, że mamy do czynienia z historią jednego z kultowych polskich aktorów. Wszystko dlatego, że autor z ogromnym szacunkiem odnosi się do przeszłości a swoją opowieść zabarwia ciepłem i miłością. Miłością, której okazywanie, jak zgodnie twierdzą dzieci Maciej i Marianna, przychodzi mu nie łatwo. Ale, jak to często bywa w takich wypadkach, widocznie łatwiej ją przelać na papier ...