Literacko i fotograficznie. Wcześniej: w kąciku z książkami ...
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Teraz czytam:
O mnie
Ulubione blogi książkowe
Wyzwania czytelnicze:
Polecam:
(c) Copyright. Wszelkie prawa do tekstów i zdjęć zastrzeżone.

krótkie historie w opowiadaniach

niedziela, 08 listopada 2009

O kobietach... Czeskie opowieści - AntologiaNie znałam do tej pory literatury czeskiej, zresztą w ogóle nie wiem zbyt wiele o naszym południowym sąsiedzie. W tym roku co prawda postawiłam stopę na czeskiej ziemi, ale jedynie przejazdem, a do Pragi ciągle nie udaje mi się dotrzeć. Odbiór czeskich filmów niezmiennie utrudnia mi śmieszność języka (wiem, wiem, nieładnie, lecz nie mam nad tym władzy). Ale literatura to już zupełnie inna sprawa. Wciąż nie wpadły mi w ręce dzieła Milana Kundery, tymczasem trafiłam na króciutkie opowiadania "O kobietach", które umożliwiły mi poznanie nie jednego, ale jednocześnie dziewięciu czeskich autorów.

Michal Viewegh, Halina Pawlowská, Petr Šabach, Iva Pekárková, Eva Hauserová, Daniela Fischerová, Irena Dousková, Věra Nosková i Ivan Klíma stworzyli rzecz, której lektura zajmuje niewiele ponad godzinę, ale w tym krótkim czasie zdąża nas zaskoczyć, zastanowić i przyprawić o zdumienie. "O kobietach... Czeskie opowieści" są niczym podwieczorek, lub przystawka przed głównym daniem, która wywołuje apetyt na więcej. To bajki z morałem w wydaniu dla dorosłych. Jak nietrudno się domyślić bohaterkami są kobiety, chociaż i męski punkt widzenia możemy dostrzec. Nie dopatrzyłam się czeskości – ale jak wspomniałam na początku, brak mi wiedzy na temat, więc bardzo możliwe, że z tego powodu nic nie wychwyciłam. Według mnie króluje tu kobiecość w ogólnym wydaniu, a właściwie w stereotypach na temat. Kobiety z opowiadań są bowiem emocjonalne i pełne pasji, ale cechuje je także złośliwość, zazdrość i mściwość. Całość okraszona sporą dawką ironii pokazuje, że czasem najskrzętniej ukrywane tajemnice, są doskonale znane tym, przed którymi je chowamy; że często warto zaufać swoim przeczuciom; że nie warto zawsze rozstawać się z ludźmi zbyt łatwo, a kogoś zagrażającego naszemu szczęściu można unieszkodliwić sposobem (przerażającym sposobem zresztą!).

Naprawdę fajna rzecz. Ciekawe, proste, krótkie formy czyta się nie przewidując końca. Puenta zawsze zaskakuje i zostawia czytelnika z nieomal wypowiedzianym na głos Aha! lub Upss...

I ja zrobię tak samo ... ;)

wtorek, 01 września 2009

Zafundowałam sobie mały powrót do szkoły, ale wbrew pozorom nie ma on nic wspólnego z dzisiejszą datą w kalendarzu ;) Pomyśleć, że dawno temu mity greckie czy rzymskie przyprawiały mnie o niemały ból głowy, a tu teraz z własnej nieprzymuszonej woli, na bibliotecznej półce z literaturą irlandzką wyszperałam i do domu przywlokłam nic innego jak...? Jak mity właśnie! Tyle że celtyckie i w nowych interpretacjach.

Wielu współczesnych autorów podjęło się opowiedzenia na nowo swoich ulubionych historii, a sześć takich historii, jak do tej pory, wydało Wydawnictwo Znak w serii Mity. Autorami są: Olga Tokarczuk, Jeanette Winterson, Wiktor Pielewin, Karen Armstrong, Margaret Atwood i Alexander McCall Smith, który w nowe piórka ubrał opowieść o Angusie, Angusie od snów.

„Angus był bogiem miłości, bogiem młodości i bogiem snów. Kochał Angusa każdy, kto go spotkał; nie było wyjątków. Ludzie zatrzymywali go na drodze, prosząc, aby im zesłał sen o osobie, którą pokochają, a on zawsze spełniał ich prośbę, nigdy nie odmawiał. Jeśli prosiła go o sen dziewczyna lub kobieta, dostawała w dodatku pocałunek, a pocałunek ten zmieniał się w małego ptaszka, który fruwał wkoło jeszcze przez chwilę, poczym znikał porwany wiatrem, pozostawiając tych, co to widzieli, w niepewności, czy aby nie zmyślili sobie całego zdarzenia.”

Angus był synem groźnego boga Dagdy i mieszkającej w wodzie Boanne. Zrodzony z podstępu, wykradziony matce i wreszcie oddany na wychowanie bratu, by ojcu swemu nie czynić konkurencji i nie skupiać na sobie całej uwagi otoczenia. Już w samej podstawie mitu autor nie trzyma się kurczowo oryginału, dodaje coś od siebie i ubarwia od samego początku. Ale właściwa nowa interpretacja przejawia się w przeplataniu głównej opowieści nawiązującymi historiami, które dzieją się współcześnie, głównie w Szkocji, ale też na przykład na Bahamach. Odwołania nie są jednoznaczne, często przejawiają się w niewielkich szczegółach. Bohaterowie odkrywają w sobie podobieństwo do Angusa, lub do jego losów, często mają jego imię. W innych wątkach Angus przejawia się przez swoje nadzwyczajne, boskie przymioty, postacie literackie śnią cudne sny, które potem pomagają im kierować życie na właściwe tory. Okazuje się, że sen może stać się rodzajem terapii, skutecznej zresztą, i uratować złamane serca i małżeństwo.

Bardzo przyjemna, krótka bajkowa opowieść, może nie porywająca, ale przyjemna. Pozostaje co prawda mały niedosyt, wyglądanie jakiegoś dalszego ciągu i lekka irytacja w stosunku do autora w kilku miejscach ... ale to 150 stron nie było już stracone jak poprzednio ;) Pytanie co zrobić na koniec? Poprosić Angusa, by zesłał jakiś sen? Czy tylko uśmiechnąć się pod nosem na wspomnienie świń patrzących w niebo i zakochanych par zamieniających się w łabędzie ...? :)

wtorek, 17 marca 2009

Oskar i Pani Róża - Éric-Emmanuel Schmitt"- W moim kraju, Oskarze, jest taka legenda, która mówi, że z ostatnich dwunastu dni roku można odgadnąć pogodę, jaka będzie panowała przez dwanaście miesięcy nadchodzącego roku. Dziewiętnasty grudnia odpowiada styczniowi, dwudziesty grudnia to luty, i tak dalej, aż do trzydziestego pierwszego, który zapowiada grudzień następnego roku.
- I to jest prawda?
- To jest legenda. Legenda, o dwunastu proroczych dniach. Chciałabym, żebyśmy się w coś takiego pobawili. A zwłaszcza ty. Od dzisiaj będziesz bacznie obserwował każdy dzień, mówiąc sobie, że ten dzień to jakby dziesięć lat.
- Dziesięć lat?
- Tak. Jeden dzień to dziesięć lat.
- Więc za dwanaście dni będę miał sto trzydzieści lat!
- Tak. Wyobrażasz sobie?"

Tak Oskar przeżył swoje ostatnie dni życia w szpitalu chorując na białaczkę. Walczył i godził się z tą myślą. Uczył się ufać i wierzyć. Znaleźli się też tacy, którzy nabrali nowych sił dzięki niemu. Taka mała, a taka mądra książeczka! I nie pytajcie dlaczego jej nie znałam, bo smutne to ... ale nie wiem. Nie żebym nie słyszała o autorze, ale nie byłam pewna czy pisze dla dorosłych czy dla dzieci ... i właściwie dalej nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. I nie czytałam. Do teraz.

Jak "Mały książę", ta książeczka to też jeden wielki cytat! A kilka najważniejszych poniżej, żeby łatwiej było do nich wracać ...

"Zapominamy, że życie jest kruche, delikatne, że nie trwa wiecznie. Zachowujemy się wszyscy, jakbyśmy byli nieśmiertelni."

"Podziel się /.../ swoimi myślami. Myśli, których się nie zdradza, ciążą nam, zagnieżdżają się, paraliżują nas, nie dopuszczają nowych i w końcu zaczynają gnić. Staniesz się składem starych śmierdzących myśli, jeśli ich nie wypowiesz."

"Najciekawsze pytania wciąż pozostają pytaniami. Kryją w sobie tajemnicę. Do każdej odpowiedzi trzeba dodać "być może". Tylko na nieciekawe pytania można udzielić ostatecznych odpowiedzi."

"... dla życia nie ma innego rozwiązania niż żyć."

"... życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć. /.../ Im bardziej się człowiek starzeje, tym większym smakiem musi się wykazać, żeby docenić życie. Musi być wyrafinowany, stać się po trosze artystą. Byle kretyn może cieszyć się życiem w wieku dziesięciu, dwudziestu lat, ale kiedy człowiek ma sto lat, kiedy już nie może się ruszać, musi uruchomić swoją inteligencję."

"... codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy."


Idealna notka na pierwsze minuty dnia urodzin ... Przemyśleń czas ...
 

czwartek, 05 marca 2009

Pijąc kawę gdzie indziej - ZZ Packer"- Kupiłam sobie sukienkę na zimową zabawę - zwróciła się do Livii. - Długą, atłasową i wąską, z różyczkami na ramiączkach. Ramiączka są w tym miętowym kolorze, który wszystkie teraz noszą, ale reszta jest obcisła i cielista."

Cytat to część rozmowy trzech nastolatek, a właściwie ekscytacja jednej z nich z powodu udanego zakupu. I na pierwszy rzut oka nic nas tu nie dziwi. A jeśli jedna z nastolatek jest czarnoskóra ... ? Jaki kolor powinna mieć wtedy cielista sukienka ... ?

Gdyby nie ZZ Packer, nigdy bym o tym nie pomyślała. Może dlatego, że nie spotykam w swoim otoczeniu osób o kolorze skóry odmiennym od mojego, ale pewniej jest to zwykły stereotyp. Ten i wiele innych, działających w obie strony, obala ZZ Packer w swoich opowiadaniach. Pokutujące ciągle traktowanie czarnych przez białych, jako ludzi drugiego gatunku jest powszechnie znane. Zaskakuje natomiast utrwalanie tych zachowań wśród czarnoskórych bohaterów i przekazywanie ich z pokolenia na pokolenie, razem z obawami, brakiem wiary i narastającą w konsekwencji agresją. Czarnoskóra dziewczynka odruchowo zaczyna sprzątać łazienkę białych koleżanek, gdy przypadkiem się w niej znajdzie. Cóż innego miałaby tam robić? Tylko sprzątać w łazienkach białych mogła przecież jej matka. Grupa czarnych dziewcząt spotykając na obozie grupę białych spodziewa się od nich obelg i wytykania palcami. I mimo, że nic takiego się nie zdarza plan odwetu jest z miejsca gotowy. Czarnoskóry kaleki mężczyzna nie jest w stanie pojąć, dlaczego pielęgniarka lepiej traktuje białego sąsiada ze szpitalnej sali. Rozważy możliwość nagięcia swoich przekonań, żeby tylko to zmienić. Czarna studentka rezygnuje z miłości do białej koleżanki, gdy ta zaczyna o niej mówić. I coś każe przypuszczać, że miłości do czarnej koleżanki, być może nie przekreśliłaby równie łatwo.

Ciekawy jest też wątek przynależności państwowej, który autorka rzuca nam przed oczy w jednym z opowiadań. Czy bycie obywatelem jednego państwa jest w stanie usprawiedliwić naganne zachowania poza jego granicami? "Choć w Ameryce Dina przenigdy by niczego nie ukradła, kradzieże w Japonii miały dla niej ten sam ulotny, nieważki wymiar, co przeklinanie w obcym języku. Robisz to, bo jesteś czymś nieistotnym i nierealnym." Ileż podobnych przypadków zachowań Polaków za granicą jest nam znanych? Ile tych samych, słynnych tak, w wykonaniu chociażby Anglików w naszym kraju?

Lata całe nie czytałam opowiadań, a teraz cieszę się bardzo, że powrót do nich nastąpił przy okazji właśnie tego zbioru. "Pijąc kawę gdzie indziej", mimo iż traktuje o prozie życia codziennego, bynajmniej nie jest lekturą lekką i łatwą, a jednocześnie wciąga tak, że podróż w jej towarzystwie minęła mi w mgnieniu oka. Refleksje przychodzą później. A optymizmem napawa pojawiająca się na ostatnich stronach ostatniego opowiadania nadzieja i zalążek wiary w możliwość zmian.

"KIEDY DOSTAJESZ OD ŻYCIA SAME CYTRYNY, RÓB LEMONIADĘ"