Literacko i fotograficznie. Wcześniej: w kąciku z książkami ...
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Teraz czytam:
O mnie
Ulubione blogi książkowe
Wyzwania czytelnicze:
Polecam:
(c) Copyright. Wszelkie prawa do tekstów i zdjęć zastrzeżone.

zagadki kryminalne

niedziela, 30 sierpnia 2009

Pierwsza wyprawa w ramach Wyzwania Peryferyjnego okazała się być wyprawą do Peru. Wybór totalnie przypadkowy, w Peru (czytelniczo oczywiście ... a podróżniczo tym bardziej ;) jeszcze nie byłam (ewentualnie sobie nie przypominam), a mnogości książek Mario Vargasa Llosy od dłuższego czasu przyglądałam się z zaciekawieniem. Nie było ono na tyle duże, by coś zakupić, ale wypożyczyć to i owszem. Nie wiedząc co mnie czeka, z półki bibliotecznej z premedytacją wybrałam najcieńszą z jego książek. Myślałam że takie 150 stron będzie prawie na jeden wieczór... Nie uwierzycie! Męczyłam ponad tydzień! I właściwie gdyby nie wyzwanie, na pewno rzuciłabym książką w najdalszy kąt! O tym dlaczego, za chwilę.

Na okładce czytamy:

„Kiedy w makabryczny sposób zostaje zamordowany młodziutki śpiewak boler, tropem zbrodniczej zagadki podąża dwójka nietypowych policjantów. Silva, mistrz dedukcji, który potrafi skłonić do mówienia najbardziej opornych milczków, oraz Lituma, poznający arkana policyjnej sztuki asystent o bogatej wyobraźni. Wszystko wskazuje na to, że morderstwo popełniono z namiętności. Cóż jednak może wobec siły miłości, szaleństwa i pasji uczynić Silva, sam ogarnięty obsesją, której ucieleśnieniem jest znacznie od niego starsza mężatka o rubensowskich kształtach? "Kto zabił Palomina Molero?" jest nietypową powieścią detektywistyczną, w której zapadłe mieściny Peru tętnią namiętnością, zakazana miłość prowadzi do zbrodni, a rozwiązywanie zagadki to subtelnie poprowadzona dyskusja o istocie zła i kłębowisku uczuć.”

Gdy już po lekturze patrzę na ten tekst nie mogę się oprzeć wrażeniu, że czytałam coś zupełnie innego. No może z wyjątkiem dwóch szczegółów... Morderstwo naprawdę było makabryczne...

„Chłopak był jednocześnie powieszony i przybity do starego drzewa chleba świętojańskiego w pozycji tak absurdalnej, że przypominała bardziej stracha na wróble lub przerażoną kukłę niż trupa. Przed albo po zabiciu rozerwano go na strzępy z bezgranicznym okrucieństwem: usta miał rozcięte, nozdrza rozerwane, skrzepy zaschniętej krwi, siniaki i rozdarte rany na całym ciele, ślady po oparzeniach papierosami i jakby tego było mało, próbowano go wykastrować, ponieważ jego jądra zwisały prawie do połowy uda.”

... A policjanci zdecydowanie nietypowi. Młody Lituma właściwie jedynie toczył się za swoim przełożonym, i owszem dużo myślał, ale niewiele robił. Porucznik Silva natomiast, zwany powyżej mistrzem dedukcji, sprawiał raczej wrażenie jakby zgadywał, a do mówienia zmusił aż jedną osobę, która była tak przerażona tym co wie, że śpiewała wszystko jak na spowiedzi. Rzekoma obsesja Silvy, w moim odczuciu, powodowana była bardziej niemożnością zdobycia doñi Adriany, a całe niesamowite uczucie i zaloty porucznika, nawet nie śmieszne, a wręcz żałosne. W ogóle miłości, szaleństwa i pasji mamy tu jak na lekarstwo. I nie wiem czy to wina wszechogarniającego skwaru, ale w mojej mieścinie dopatrzyłabym się więcej tętniącej namiętności, niż w peruwiańskiej Talarze czy Piurze, malowanej przez autora. Historia, podobnie jak śledztwo, ciągnie się niemiłosiernie, leniwie i opieszale. I zupełnie nie była w stanie mnie zainteresować, wręcz wynudziła okrutnie.

A co Wy myślicie? Recenzji Mario Vargasa Llosy na blogach nie widać za wiele... Czytacie? Lubicie? A jeśli tak, to co polecacie, żeby choć trochę zmienić zdanie? :)

wtorek, 07 lipca 2009

W cieniu zbrodni - Helena HenschenJest "poniedziałek, 7 marca 1932, całkiem zwykły marcowy dzień w Sztokholmie, zaledwie kilka stopni mrozu, pada śnieg, wieje, ale nie więcej niż zazwyczaj o tej porze roku." Ale ten dzień bynajmniej nie zostanie zapamiętany jako zwyczajny. "PONIEDZIAŁEK, 7 MARCA 1932. Zdarza się coś niepojętego, czego nikt nie potrafi sobie wyobrazić, co po prostu nie może się stać." Fredrik von Sydow, 23-letni student prawa, morduje żelaznym drągiem swojego ojca Hjalmara i jego dwie służące, poczym wraz z żoną Sofie ucieka do Uppsali; w restauracji Gillet spożywa kolację złożoną z ostryg i szampana, by na chwilę przed aresztowaniem zastrzelić żonę, a później siebie.

Nie obawiajcie się, że zdradziłam całą fabułę. To wszystko wiemy już od samego początku. Co więcej, większość możemy przeczytać nawet na okładce. Dziwne? Oj tak! Ta dziwność sprawia, że po raz pierwszy tak bardzo szkoda mi, że blox nie pozwala na umieszczenie notki w więcej niż jednej kategorii.

Okładka i tytuł wyraźnie sugerują nam spotkanie z kryminałem, ale czy jest tak na pewno? Historię równie dobrze można by zaliczyć do literatury faktu, przede wszystkim dlatego, że wydarzyła się naprawdę i w dużej mierze opiera się na materiałach archiwalnych i raportach policyjnych. Jak przyznaje sama autorka w przedmowie, dopiero "tam, gdzie udokumentowane informacje się urywały, pozwoliłam fantazji dopełnić całości, wzbogacając fikcję o dane zdobyte w czasie rozmów z osobami mającymi osobiste wspomnienia tego, co się wydarzyło". I nie byle czyje to wspomnienia, bo należą do rodziny Heleny Henschen. A autorka jak mało kto ma prawo o nich pisać, jest bowiem wnuczką zamordowanego i siostrzenicą mordercy... Tym samym książka staje się autentycznym wycinkiem biografii rodziny von Sydowów i psychologiczną rozprawą mającą na celu wyjaśnienie przyczyn tragedii. Ponieważ od początku wiemy kto zginął i kto zabił, jedynym co pozostaje do ustalenia, jest odpowiedź na pytanie: Dlaczego?

Po siedemdziesięciu latach Helena Henschen usiłuje rozwikłać zagadkę sięgając do skrawków pamięci osób, które chcą mówić. Wpatrując się uważnie w nieliczne ocalałe fotografie próbuje rozszyfrować motywy działania, doszukując się ich w dzieciństwie wypełnionym nieobecnością rodziców. Bo ta historia pełna jest przykładów matek, które opuszczają swoje dzieci, to dla nowego mężczyzny, to znów dla nałogu. I pełna jest nieobecnych a wymagających ojców, którzy nie starają się rozumieć. Pełna samotności, trudnych miłości, niechcianych ciąż, nawarstwiających się problemów, i błędnych decyzji w związku z nimi podejmowanych.

"Niespodziewanie kończy się coś, z czego końcem się nie liczyliśmy. Wszystko to, czemu ufaliśmy i co stanowiło dla nas oparcie w życiu, przestaje raptem istnieć. Nie wiemy już ani jak się zachować, ani jak tłumaczyć sobie to, co nas spotyka. Nagle otacza nas morze nicości, życie bez przyszłości."

Nie na wszystkie pytania uda się odpowiedzieć i nie wszystkie duchy przeszłości przegonić. Zbrodnie położyły się cieniem na nazwisku von Sydowów i na całej rodzinie pozostałej przy życiu. Odtąd słowo rodzina będzie miało już zupełnie inny wymiar, a hańba nie zniknie, dopóki żyje ostatnia osoba pamiętająca tragedię.

Niespotykana lektura! Przejmująca a jednocześnie w barwny sposób opowiedziana. Poza całą niesamowitością samej treści, zadziwia również szczegółowo odmalowane tło obyczajowe i polityczne trudnych lat międzywojennych, pełnych niepokojów społecznych i nadciągających strajków robotniczych w Szwecji. Pozycja godna polecenia, jako zupełnie inne od klasycznego spojrzenie na kryminał, dla jego wielbicieli; ale także dla osób, które nie zaczytują się szczególnie tym gatunkiem, z powodu inności, która ją charakteryzuje.

wtorek, 23 czerwca 2009

Żona pilota - Anita Shreve

«Nawet najbliższe osoby mogą okazać się zupełnie nieznanymi ludźmi. O tej bolesnej prawdzie przekonuje się Kathryn Lyons - tytułowa żona pilota, który ginie w tajemniczej katastrofie u wybrzeży Irlandii. Gdy docierają kolejne informacje o przyczynach tragedii, a wraz z nimi skrzętnie ukrywane przez męża Kathryn fakty z jego życia, pogrążona w żałobie wdowa staje przed koniecznością zrewidowania swych wspomnień. Kim naprawdę był człowiek, którego kochała, a teraz opłakuje? Kathryn zaczyna prowadzić własne dochodzenie... W roku 2002 na kanwie powieści powstał film o tym samym tytule w reżyserii Roberta Markowitza.» (Wydawnictwo Książnica, Katowice 2006)

Kathryn jest kobietą wyjątkowo łatwowierną i bezkrytyczną. Bezkrytycznie kocha i wierzy w swojego męża i w siłę zbudowanej razem rodziny. Nagła katastrofa lotnicza nie tylko pozbawia ją ukochanego, ale powoli przyczynia się do okrycia drugiej tożsamości człowieka, z którym dzieliła życie. Kathryn uparcie się broni, nie dopuszcza do głosu zwątpienia, głośno i zdecydowanie bierze w obronę pamięć męża, wyrażając sprzeciw wobec niezrozumiałych zarzutów ze strony linii lotniczych. Ale czy na prawdę możliwe jest, że przez tyle lat nic nie zauważyła? Czy raczej nie starała się dostrzec? Czy miłość mogła aż tak przysłonić jej prawdziwy obraz związku?

"To dziwne, pomyślała, jak głęboko znamy jakąś osobę lub wydaje się nam, że ją znamy, gdy jesteśmy zakochani - nasiąknięci, przesyceni miłością - aby później odkryć, że być może wcale nie znaliśmy jej tak dobrze, jak nam się wydawało. Albo że ona nas nie znała tak dobrze, jak mieliśmy nadzieję."

Zaskakuje nie tylko początkowa bezkrytyczność Kathryn, ale również jej niespodziewanie ujawniona determinacja w dążeniu do prawdy. Dociekliwe składanie kolejnych fragmentów układanki, ze skrzętnie ukrywanych skrawków wspomnień, staje się dla niej swoistym lekiem na ból, stratę i osamotnienie, a kompletna wiedza o zaistniałej sytuacji, warunkiem koniecznym do odzyskania spokoju. Bowiem nie sposób żyć przyszłością, gdy za bolesną przeszłością nie zamknie się drzwi...

Tekst z okładki zamieszczony na początku w wystarczający sposób zarysowuje fabułę "Żony pilota" i trudno napisać więcej, by nieopatrznie nie zdradzić zbyt wiele szczegółów. Treść nie jest skomplikowana i szczerze powiedziawszy momentami bardzo przewidywalna, ale za to sprawnie i lekko napisana, co czyni z powieści Anity Shreve lekturę idealną na dni, gdy chcemy się zwyczajnie zanurzyć w opowieści bez zbędnego myślenia.

piątek, 17 kwietnia 2009

Miłość zimniejsza od śmierci - Anna Małyszewa

Kryminał? Thriller? Powieść sensacyjna? A może obyczajowa? Pełna tajemnic i sekretów ... A może wszystko w jednym? Choć raczej wszystkiego po trochu. Wiem, być może powiecie, że co za dużo to niezdrowo, ale tu tej niezdrowości nie czuć.

Rzecz dzieje się we współczesnej Moskwie, a główni bohaterowie to dwójka młodych ludzi, zakochanych w sobie. Lida, studentka ostatniego roku wydziału przekładu literackiego, i Alosza, już nie student, próbujący oswoić się z pierwszą pracą. Są nierozłączni. Za czasów studiów obojga, udawało się mieszkać razem w akademiku, zamieniając się po cichu współlokatorami, teraz muszą wynajmować ciasne pokoje u wścibskich właścicieli, dodatkowo jeszcze, za niemałe pieniądze. Gdy nadarza się okazja wynajmu u Wiery Siergiejewnej nie mogą uwierzyć we własne szczęście. Dobra okolica, duży i ładny pokój, wreszcie z wygodnym łóżkiem, a czynsz niespodziewanie niski. Choć na usta cisną się pytania: dlaczego tak tanio? dlaczego właśnie nas wybrała? i czy ona przypadkiem nie pije?, Lida i Alosza postanawiają skorzystać z okazji.

Brak meldunku w Moskwie skutecznie utrudnia Aloszy znalezienie pracy marzeń, więc i Lida robi co może, by życie we dwójkę było łatwiejsze. Gdy na horyzoncie pojawia się niekonwencjonalny zupełnie, podpowiedziany przez zamożną i rozpieszczoną koleżankę Swietę, sposób zarobienia dużej sumy pieniędzy, Lida kwituje go tak: "Dokończyć Tajemnicę Edwina Drooda*?! Dopisać coś za Dickensa?! Chyba zwariowali!". Pewnie i zwariowali, ale tak właśnie nowe wydawnictwo zaplanowało sobie wielkie wejście na rynek, a Lida ... Lida po namyśle się zgadza.

I to jest dopiero początek tej zagmatwanej, pełnej tajemnic, pasjonującej i wciągającej bez reszty opowieści. Tutaj się wszystko zaczyna ...

"Żyje, czy nie? Kto z przyjaciół Edwina zadaje sobie jeszcze to pytanie? Kto jeszcze o nim pamięta? Serca niektórych są jak zajazdy - zawsze szeroko otwarte dla tych, którzy chcą w nich zamieszkać: jest tam ciepło i przytulnie, płonie ogień w kominku, a miła gospodyni spieszy już nam na powitanie, dzwoniąc kluczami zawieszonymi przy pasie, ale czy będzie rozpaczać, kiedy odprowadzi gościa? A skądże, zapomni o nim, jak tylko zjawi się kolejny. Są też serca podobne do luster - lubimy się w nich przeglądać (przyznajmy szczerze, kto z nas nie lubi własnego towarzystwa, nawet jeśli nie jesteśmy młodzi, piękni i bogaci?), ale jak tylko się odwrócimy, nasz obraz znika z jego powierzchni. Czy istnieje więc na świecie chociażby jedno serce pamiętające jeszcze o Edwinie?".

Lida od teraz zaczyna żyć nie tylko swoim życiem, ale i życiem Edwina. Z porozrzucanych przez Dickensa śladów usiłuje złożyć całość, rozwiązać tajemnicę śmierci, a może jednak życia? Sprawy komplikują się, gdy niespodziewanie znika Alosza. Zabalował ze znajomymi z okazji Halloween? Zostawił ją? A może ten wariat Siergiej, brat Swiety, który kiedyś ją nieudolnie podrywał, coś mu nagadał? Wiera Siergiejewna jednak pije, dużo pije, od lat. I te sny ... Edwin! Nie ... Alosza! To ty? Mieszają się i nakładają na siebie. Gdzie rzeczywistość, a gdzie sen? ... Wiera się wiesza? Ale dlaczego? Powodem nie może być przecież tylko ból wątroby?! I to dziwne rodzeństwo, Swieta mówi prawdę a Siergiej kłamie? A może na odwrót? Ile jeszcze rzeczy się wydarzy, zanim wyjdą na jaw wszystkie skrywane od lat tajemnice i powiązania między pozornie niezwiązanymi ze sobą osobami?

Na wszystkie zadane pytania, odpowiedzi udzielić może Anna Małyszewa, bardzo poczytna, młoda rosyjska pisarka, autorka ponad dwudziestu kryminałów**, jeśli tylko zechcecie jej posłuchać. Ja myślę, że warto.

"... Zdejmując z półki pierwszą z brzegu książkę i biorąc się niechętnie do czytania, wybieramy czasem coś więcej niż tylko rozrywkę na jeden wieczór ..."


* Charles Dickens (1812-70) napisał w życiu jeden kryminał - "Tajemnicę Edwina Drooda" - ale go nie skończył, gdyż nagle umarł. Pracował właśnie nad rozdziałem 22, gdy 8 czerwca 1870 r. dostał wylewu. Następnego dnia zmarł. Jak zamierzał zakończyć zagmatwaną "Tajemnicę..." - nie wiadomo. Swemu przyjacielowi Johnowi Forsterowi powiedział tylko, że ma pomysł na książkę, w której wuj morduje swego siostrzeńca. (Źródło)

** Niestety w Polsce wydano tylko dwa: "Miłość zimniejsza od śmierci" i "Zatrute życie".

wtorek, 24 marca 2009

Morderca bez twarzy - Henning Mankell"W niewielkiej mieścinie na południu Szwecji z rąk sadystycznych morderców ginie para staruszków. Prowadzący śledztwo komisarz Wallander nie znajduje motywów okrutnej zbrodni; małżonkowie nie mieli wrogów, z domu nic nie zginęło, a jedynym śladem jest powtarzane przez umierającą kobietę słowo "cudzoziemcy". Informacja przedostaje się do prasy, wywołując tragiczne w skutkach, rasistowskie akty odwetu, za którymi stoi organizacja neonazistowska. Wallander podejmuje ten trop; dowiaduje się również, że zamordowany staruszek dorobił się w czasie wojny majątku, współpracując z Niemcami. Niestety, i te ślady prowadzą donikąd. Mankell znakomicie łączy pasjonującą, pełną napięcia historię kryminalną z przenikliwą diagnozą polityki władz szwedzkich wobec imigrantów. Obnaża niekompetencje instytucji powołanych do nadzoru nad azylantami, nieprecyzyjne kryteria selekcji i wrogość części szwedzkiego społeczeństwa do obcych. Książka uznana została za najlepszą szwedzką powieść kryminalną roku 1991 oraz za najlepszą powieść kryminalną w krajach nordyckich." (W.A.B.)

Klasyczny, dobrze skrojony kryminał z szybką, zmienną akcją, wciągający dosłownie od pierwszych stron. Wątek główny, wątki poboczne, kilka tropów i wielu podejrzanych. Szokujące w swojej brutalności morderstwo, rasizm i wszechobecne zaślepienie, nieudolność policji i władz państwa. A na koniec tak proste i jednocześnie zaskakujące zakończenie.

"- Nie istnieje nic takiego jak Twarz Mordercy - powiedział. - Człowiek sobie coś wyobraża, profil, nasadę włosów, układ zębów. Ale to nigdy się nie zgadza."

I gdzieś między tym wszystkim Kurt Wallander, żaden nadmuchany super bohater, a zwykły policjant, można powiedzieć "z sąsiedztwa". Rzuciła go żona, stracił kontakt z córką, jest zbyt zajęty, by w porę zauważyć problemy starego ojca. Od rozwodu odżywia się byle jak, przytył, lecz zmiany ciągle odkłada "na jutro". Ma bardzo ludzkie problemy, smutki topi w alkoholu. A do tego jest wiecznie poobijany, aż czytelnikowi robi się go autentycznie żal. Pozazdrościć za to można mu intuicji.

Dokładnie tego mi trzeba było! Pierwsze spotkanie z komisarzem Wallanderem mogę uznać za bardzo udane! Zaczęłam od pierwszego tomu z serii, a ciąg dalszy na pewno nastąpi, tym bardziej, że sobotnia wizyta w krakowskiej Taniej Książce zaowocowała m.in. trzema kolejnymi kryminałami Mankella:) ... miałam już w tym miesiącu nic nie kupować, ale czy można było je zostawić, jeśli kosztowały tylko 5 zł ...? ;)

piątek, 13 marca 2009

Spirala śmierci - Leena LehtolainenOstatnio czytanie idzie mi jak po grudzie. Przed weekendem porzuciłam ledwo zaczętą "Córkę oficera" Ziny Rohan, dla świeżo otrzymanej "Spirali śmierci" Leeny Lehtolainen. I nie dlatego, żeby z tą pierwszą było coś nie tak. Ciągle mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie, ale jeszcze nie zdążyłam się wciągnąć w jej treść. Miałam ochotę na kryminał i stąd ta zamiana. Wyjazd weekendowy jednak nie pozwalał czytać zbyt wiele, a po powrocie choroba położyła mnie na łopatki. Co najdziwniejsze, z osoby nie śpiącej za wiele nagle najchętniej zostałabym pełnoetatowym śpiochem i  gdyby nie fakt, że byłam zmuszona przywlec robotę do domu, nic by mnie nie powstrzymało! A teraz liczę, że resztki sił pozwolą mi sklecić jakąś sensowną notkę;)

"Spirala śmierci" nie zaspokoiła w pełni mojej ochoty na kryminał. Ale to tylko dlatego, że typowym kryminałem ona nie jest. Jest delikatniejsza, kobieca, feministyczna ...? Jednak podobała mi się. I to nawet bardzo.

"Kati otworzyła drzwi auta i wsadziwszy Olliego do fotelika a Jussiego na siedzisko, zapięła im pasy. Złożyła wózek i otworzyła bagażnik. Na chwilę zamarła, mogła jedynie stać i patrzeć. Skulona w bagażniku dziewczyna nie odwzajemniła spojrzenia, jej oczy zasłaniał welon skrzepłej krwi. Kati poczuła, że ziemia usuwa się jej spod nóg, a świat rozpływa przed oczami. Dopiero krzyk Jussiego: "Mamo, chodź już!" uświadomił jej, że musi coś zrobić." 

W taki właśnie sposób Kati Järvenperä, matka dwóch małych chłopców, znalazła zwłoki Noory Nieminen, nadziei fińskiego łyżwiarstwa figurowego, w bagażniku swojego samochodu zaparkowanego pod centrum handlowym. Kto mógł chcieć jej śmierci? Głównym podejrzanym wydaje się być "król karaoke" Vesku Teräsvuori, dla którego kilka lat temu matka Noory porzuciła męża i dzieci, a potem skruszona postanowiła wrócić na łono rodziny. Porzucony Vesku od tego czasu nie daje jej spokoju. Może jednak sprawcą jest grasujący w Espoo pedofil? A może ktoś z otoczenia Noory? Młoda łyżwiarka nie miała łatwego charakteru, była uparta i nieustępliwa, więc może komuś z bliskich puściły nerwy i posunął się o jeden krok za daleko? I czy naprawdę śmierć szesnastolatki może mieć coś wspólnego z rosyjską mafią narkotykową?

Zadziwiającym posunięciem jest obsadzenie w roli komisarza prowadzącego śledztwo, kobiety w siódmym miesiącu ciąży. Maria Kallio jest z gatunku tych kobiet, które pracują na równi z mężczyznami, choć czasem, gdy naraża życie swojego nienarodzonego dziecka, ma się ochotę przynajmniej pogrozić jej palcem! Daje z siebie 120%, co nie przeszkadza, by kolega z wydziału Pertti Ström nieustannie umniejszał jej dokonania. Jak przecież można: "Awansować na stanowisko, które mnie się należy, babę na progu macierzyńskiego!" Na szczęście Maria nie zamierza dać za wygraną, rozwiązuje zagadkę śmierci Noory, po drodze stykając się z kolejnymi tragediami matek i córek. Z czasem rosną w niej uczucia matczyne do nieplanowanego, kiełkującego już w jej brzuchu "Ziarenka". Ale czy łatwo będzie wytrzymać bez pracy przez miesiące wypełnione tylko opieką nad dzieckiem? Tego być może przyjdzie nam się dowiedzieć z kolejnej, szóstej już, części serii o Marii Kallio, o ile oczywiście jakiś wydawca zechce nam ją wydać;)

Na koniec mały polski akcent. Gdzieś na stronach pamiętników Noory Nieminen, wśród opisów pierwszych zauroczeń i wielkiej miłości do lodu i łyżwiarstwa, Maria Kallio znalazła odpowiedzi na dręczące ją pytania. A ja znalazłam to: "Polska para, Dorota Zagórska i Mariusz Siudek, są naprawdę sympatyczni, już niedługo będziemy razem z nimi walczyć o medale. Jestem o tym przekonana." Co prawda, to prawda! I mi osobiście szkoda jest, że nie mogę ich już oglądać w zawodach ...

A teraz czas przeprosić się z porzuconą "Córką oficera" ;) A wcześniej niestety do pracy ...