Literacko i fotograficznie. Wcześniej: w kąciku z książkami ...
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Teraz czytam:
O mnie
Ulubione blogi książkowe
Wyzwania czytelnicze:
Polecam:
(c) Copyright. Wszelkie prawa do tekstów i zdjęć zastrzeżone.
sobota, 08 sierpnia 2009

... to nowe książkowe nabytki oczywiście !! :))

Nie czytam, książek przeczytanych nie przybywa, nowych też nie powinno... A tu niespodzianka :) Jak to się dzieje, nie mam pojęcia, i nawet nie zamierzam dociekać ;) Może usprawiedliwi mnie fakt, że większość widocznych na zdjęciu książek leży na półkach już od dłuższego czasu. Zaległe zamówienia dotarły a okazyjne ceny tu i tam kusiły i skusiły. Na spodzie natomiast położył się sprezentowany Márquez w przepięknym wydaniu. Przybyło książek z kolorami w tytule, więc na Wyzwanie będzie jak znalazł. Obym tylko zdążyła ;) Resztę stosika upłynniać będę pewnie do emerytury ... pozostaje więc tylko mieć nadzieję, że oczy nie odmówią posłuszeństwa ;) A na razie oczy można cieszyć widokiem ... :)

piątek, 07 sierpnia 2009

Przepadłam.

Zbyt wiele spraw mnie przerosło. Zbyt wiele sytuacji podszytych chamstwem, fałszem, obłudą, ocenianiem po pozorach i nielojalnością. I niby wiem, że nie ma łatwo i że świat, nie wiedzieć czemu, zdąża w tym nieciekawym kierunku, ale czasem zwyczajnie brak mi sił, by się z tym mierzyć. I nawet najlepsza książka nie jest w stanie pomóc ... :(

Nie czytałam więc. I nie pisałam. Ale to się zmieni, jak tylko wrócę!

Bo ... doczekałam się wreszcie wymarzonego urlopu, hurra :)) Jutro wielkie pakowanie i w niedzielę wyruszam na tydzień :)

Jutro postaram się jeszcze wrzucić zaległy stosik i być może kogoś Wam przedstawię ... ;) A powrót na całego obiecuję, i Wam i sobie, w drugiej połowie sierpnia. Tymczasem trzymajcie się ciepło i nie zapominajcie o mnie :)

piątek, 10 lipca 2009

Srebrna Zatoka - Jojo Moyes

Ostatnio kolejność notek rozmija mi się dość poważnie z listą przeczytanych książek. Wkradła się niekonsekwencja i ... czyżby roztrzepanie?! U mnie? Niemożliwe ;) Ale do rzeczy... Na początku czerwca miałam kilka dni wolnego, z różnych powodów nigdzie się nie wybrałam i urlop spędziłam z lekturami. Pomysł skądinąd doskonały mały mankament jednak okazał się mieć, gdyż postępujące rozleniwienie sprawiło, że książki w tamtym czasie czytane, wyjątkowo długo notek o sobie doczekać się nie mogły. Niektóre, jak widać, nawet aż do dziś ... ;)

"Srebrna Zatoka" okazała się być wyborem wprost wymarzonym na urlopowy czas! Bo czy można sobie wyobrazić cudniejszy pomysł, na odpoczynek od codziennego zgiełku, niż ukryte przed światem miasteczko w dalekiej Australii, z malowniczą zatoką, którą zamieszkują delfiny, a wody otaczające półwysep rokrocznie odwiedzają humbaki? Według mnie niewiele jest tak niesamowitych miejsc.

"Jest wiele powodów, dla których kocham Australię. Nie będę parodiować Anglików, którzy przyjechali tu i zapomnieli wrócić do domu, ani rozpływać się nad tym, nad czym zwykle się rozpływają – pogodą, światłem czy przestrzenią, choć rzeczywiście to istotny bonus. Nie chodzi mi też o wino, potrawy, krajobraz czy wolne tempo życia, mimo że dzięki nim wychowywanie córki stało się o wiele przyjemniejsze. Dla mnie największe znaczenie ma fakt, że w zapomnianym przez ludzi zakątku, jakim jest Srebrna Zatoka, można przeżyć życie, nie zwracając na siebie uwagi."

Ten raj na ziemi zamieszkują ludzie, których nie sposób nie darzyć sympatią, na czele z trzema bohaterkami. Liza McCullen, jej córka Hanna i ciotka Kathleen, słynna poławiaczka rekinów, są właścicielkami podupadłego hotelu, który już ledwie pamięta czasy świetności wiążące się ściśle z legendarnymi połowami. Chociaż koniec z końcem niełatwo związać, niewiele potrzeba im do szczęścia póki kilkoro gości jeszcze zagląda do hotelu, przedkładając oryginalność i ciepłą atmosferę nad wszelkie wygody sterylnych, superkomfortowych pokoi, nowoczesnych hoteli po drugiej stronie zatoki. Niewiele ponad niesamowitą możliwość obcowania z cudami natury i obserwowania delfinów i wielorybów, do których Liza, nie będąca rodowitą Australijką, ma wyjątkowe szczęście, wzbudzając tym zazdrość wśród pozostałych załóg. Zdrową zazdrość, bo każdy chciałby być na jej miejscu oczywiście, ale i zadziwienie, któremu często dają upust w czasie cowieczornych spotkań w hotelu.

Sielankę przerywa pojawienie się w miasteczku Mike'a Dormera, wysłannika Beaker Holdings, które w Srebrnej Zatoce upatrzyło sobie doskonałe miejsce na dochodowy biznes w postaci luksusowego hotelu z ogromem atrakcji. Część mieszkańców w rozwoju upatruje nowe szanse dla miasteczka i miejsca pracy, ale dla kobiet McCullen bezpośrednie sąsiedztwo nowoczesnej konkurencji najprawdopodobniej oznaczałoby koniec, okazuje się też być realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Lizy i Hanny.

Od tego momentu z zapartym tchem obserwujemy walkę o zachowanie obecnego stanu rzeczy oraz zaskakującą przemianę Mike'a z młodego wilczka w człowieka doceniającego uroki prostego życia, a także oczywiście rodzące się uczucia. Na uwagę zasługuje ciekawie poprowadzona wieloosobowa narracja pozwalająca uchwycić indywidualny punkt widzenia wszystkich głównych bohaterów i lepiej ich zrozumieć, a wciągający i płynny styl pisania Jojo Moyes sprawia, że trudno się oderwać i powieści nie czyta się, ale dosłownie połyka w kawałkach aż do zaskakującego nas nagle końca, który oczywiście jest happy endem, ale zupełnie nie takim, jakiego się spodziewamy... :)

Polecam i już zazdroszczę wszystkim, którzy będą powieść czytać w ramach Kolorowego Wyzwania, że mają ją dopiero przed sobą :) A na koniec, na zaostrzenie apetytów, wrzucam dwa fragmenty traktujące o najbardziej niesamowitych mieszkańcach Srebrnej Zatoki :)

"Zauważyłem, że czasem czuję się lepiej, jak mogę choćby chwilę popatrzeć na butlonosy. Podnoszą głowy z tym głupim uśmiechem, jakby z tobą żartowały, i czasami po prostu nie można powstrzymać się od śmiechu, nawet w dni, kiedy chciałoby się podciąć sobie żyły. Chyba wszystkie załogi tak mają. Wiemy, że to najlepsze, co może człowieka spotkać – chwile sam na sam z delfinami w morskiej ciszy."

"To właśnie w nich kocham – mimo pozorów, groźnego wyglądu, siły mięśni, w gruncie rzeczy są bardzo łagodne. Podpływają popatrzeć i odchodzą. Jeżeli kogoś nie polubią, dają jasne sygnały. Jeżeli uznają, że delfiny skupiają na sobie zbyt wiele uwagi, płoszą je zazdrośnie. Zachowują się jak dzieci, czasem są psotne, ale przede wszystkim wszystkiego ciekawe."

środa, 08 lipca 2009

A oto i plan podróży:

  • Afganistan: Khaled Hosseini "Chłopiec z latawcem"
  • Bośnia i Hercegowina: Nenad Veličković "Sahib. Impresje z depresji"
  • Brazylia: Chico Buarque "Budapeszt"
  • Chorwacja: Dubravka Ugrešić "Forsowanie powieści-rzeki"
  • Islandia: Sjón "Skugga Baldur. Opowieść islandzka"
  • Kuba: Ena Lucía Portela "Sto butelek na ścianie"
  • Pakistan: Kamila Shamsie "Kartografia"
  • Peru: Mario Vargas Llosa "Kto zabił Palomina Molero?"

W przeciwieństwie do równoległego KOLOROWEGO WYZWANIA, powyższe poszukiwania nie były skomplikowane i ograniczyły się wyciągnięcia z zakamarków półek, książek, które (dłuższy lub krótszy czas) już tam były. Wśród nabytków bibliotecznych też znalazły się takie z nieodkrytych rejonów, więc jedynym problemem do rozwiązania była decyzja co wybrać? Ostateczna lista ilościowo nie mała, ale i czas na czytanie długi, więc nie ma powodów by się ograniczać :) Jak wyzwanie, to wyzwanie! Zamierzam sprostać! ... A i mam nadzieję, że w miarę upływu czasu (i inspiracji Waszymi wpisami) pojawią się nowe opcje do poszerzenia listy :)

wtorek, 07 lipca 2009

W cieniu zbrodni - Helena HenschenJest "poniedziałek, 7 marca 1932, całkiem zwykły marcowy dzień w Sztokholmie, zaledwie kilka stopni mrozu, pada śnieg, wieje, ale nie więcej niż zazwyczaj o tej porze roku." Ale ten dzień bynajmniej nie zostanie zapamiętany jako zwyczajny. "PONIEDZIAŁEK, 7 MARCA 1932. Zdarza się coś niepojętego, czego nikt nie potrafi sobie wyobrazić, co po prostu nie może się stać." Fredrik von Sydow, 23-letni student prawa, morduje żelaznym drągiem swojego ojca Hjalmara i jego dwie służące, poczym wraz z żoną Sofie ucieka do Uppsali; w restauracji Gillet spożywa kolację złożoną z ostryg i szampana, by na chwilę przed aresztowaniem zastrzelić żonę, a później siebie.

Nie obawiajcie się, że zdradziłam całą fabułę. To wszystko wiemy już od samego początku. Co więcej, większość możemy przeczytać nawet na okładce. Dziwne? Oj tak! Ta dziwność sprawia, że po raz pierwszy tak bardzo szkoda mi, że blox nie pozwala na umieszczenie notki w więcej niż jednej kategorii.

Okładka i tytuł wyraźnie sugerują nam spotkanie z kryminałem, ale czy jest tak na pewno? Historię równie dobrze można by zaliczyć do literatury faktu, przede wszystkim dlatego, że wydarzyła się naprawdę i w dużej mierze opiera się na materiałach archiwalnych i raportach policyjnych. Jak przyznaje sama autorka w przedmowie, dopiero "tam, gdzie udokumentowane informacje się urywały, pozwoliłam fantazji dopełnić całości, wzbogacając fikcję o dane zdobyte w czasie rozmów z osobami mającymi osobiste wspomnienia tego, co się wydarzyło". I nie byle czyje to wspomnienia, bo należą do rodziny Heleny Henschen. A autorka jak mało kto ma prawo o nich pisać, jest bowiem wnuczką zamordowanego i siostrzenicą mordercy... Tym samym książka staje się autentycznym wycinkiem biografii rodziny von Sydowów i psychologiczną rozprawą mającą na celu wyjaśnienie przyczyn tragedii. Ponieważ od początku wiemy kto zginął i kto zabił, jedynym co pozostaje do ustalenia, jest odpowiedź na pytanie: Dlaczego?

Po siedemdziesięciu latach Helena Henschen usiłuje rozwikłać zagadkę sięgając do skrawków pamięci osób, które chcą mówić. Wpatrując się uważnie w nieliczne ocalałe fotografie próbuje rozszyfrować motywy działania, doszukując się ich w dzieciństwie wypełnionym nieobecnością rodziców. Bo ta historia pełna jest przykładów matek, które opuszczają swoje dzieci, to dla nowego mężczyzny, to znów dla nałogu. I pełna jest nieobecnych a wymagających ojców, którzy nie starają się rozumieć. Pełna samotności, trudnych miłości, niechcianych ciąż, nawarstwiających się problemów, i błędnych decyzji w związku z nimi podejmowanych.

"Niespodziewanie kończy się coś, z czego końcem się nie liczyliśmy. Wszystko to, czemu ufaliśmy i co stanowiło dla nas oparcie w życiu, przestaje raptem istnieć. Nie wiemy już ani jak się zachować, ani jak tłumaczyć sobie to, co nas spotyka. Nagle otacza nas morze nicości, życie bez przyszłości."

Nie na wszystkie pytania uda się odpowiedzieć i nie wszystkie duchy przeszłości przegonić. Zbrodnie położyły się cieniem na nazwisku von Sydowów i na całej rodzinie pozostałej przy życiu. Odtąd słowo rodzina będzie miało już zupełnie inny wymiar, a hańba nie zniknie, dopóki żyje ostatnia osoba pamiętająca tragedię.

Niespotykana lektura! Przejmująca a jednocześnie w barwny sposób opowiedziana. Poza całą niesamowitością samej treści, zadziwia również szczegółowo odmalowane tło obyczajowe i polityczne trudnych lat międzywojennych, pełnych niepokojów społecznych i nadciągających strajków robotniczych w Szwecji. Pozycja godna polecenia, jako zupełnie inne od klasycznego spojrzenie na kryminał, dla jego wielbicieli; ale także dla osób, które nie zaczytują się szczególnie tym gatunkiem, z powodu inności, która ją charakteryzuje.

sobota, 04 lipca 2009

W tradycyjnym wydaniu łańcuszki działają na mnie jak przysłowiowa płachta na byka ... ale taki czytelniczy łańcuszek to już zupełnie inna sprawa :) Zanim zaczęłam pisać, po cichu zazdrościłam blogowiczkom i blogowiczom, że mogą się wymienić nie tylko opiniami o książkach, ale też całą otoczką związaną z ich czytaniem. Dlatego teraz chętnie się przyłączę, jednocześnie dziękując za skierowanie pytań także w moją stronę, autorkom blogów: kultur-alnie, Milla in Wonderland i Substytut zeszytu :)

Pytania od kultur-alnie:

  1. Czy zdarzyło Wam się czytać książkę, którą rzuciłyście o ścianę (albo chciałyście rzucić) z powodu obrzydzenia, wywołanego tematyką albo jakąś opisywaną sytuacją? Oj nie, rzucić dosłownie się nie zdarzyło, nie umiałabym ;) Ale chęci ku temu już niestety były ... ostatnio przy "Córce oficera" Ziny Rohan, chociaż nie z powodu obrzydzenia, a bardziej zniesmaczenia, że dobry pomysł na książkę można było tak zmarnować.
  2. Czy piszecie po książkach, zaznaczacie fragmenty, notujecie na marginesach? Kolejna rzecz, której robić nie umiem, jakiś wewnętrzny opór powstrzymuje mnie przed bazgraniem po książkach ;) Za to zazwyczaj w czytanej książce mam dodatkową czystą kartkę na notatki i oczywiście zawsze pod ręką jest zapas kolorowych małych karteczek, których przeczytane książki są potem pełne ;)
  3. Jak układacie książki na półkach - alfabetycznie, tematycznie, kolorami, ...? Aaa ... i tu mnie macie :) Mój bzik układaniowy został już przyuważony przy okazji ostatniego stosika ;) Bo książki oprócz tego, że cieszą możliwością czytania, mnie cieszą też samym widokiem :) Na dzień dzisiejszy moje zbiory nie są tak ogromne, by odnalezienie się w nich wymagało ułożenia alfabetycznego, więc ułożone są wg wydawnictw i w miarę możliwości formatami, bo neta estetką jest i po prostu musi być ładnie ;):)

Pytania od Milli:

  1. Jaka książka kojarzy Ci się najbardziej z czasami dzieciństwa? Nie będę oryginalna, gdyż najcieplej wspominam klasykę literatury dziecięcej, czyli "Kubusia Puchatka" i "Anię z Zielonego Wzgórza" oraz jej kolejne części, których pojawiania się w swojej małej biblioteczce wyjątkowo niecierpliwie wyglądałam :)
  2. Czy jest, a jeśli tak to jaka, książka, którą przeczytałeś/przeczytałaś już co najmniej dwukrotnie i nadal masz ochotę kiedyś po nią sięgnąć? W czasach szkolnych, o ile pamiętam, trzykrotnie czytałam "Dziwne losy Jane Eyre" Charlotte Brontë i bardzo jestem ciekawa mojego jej odbioru po latach. Chętnie sprawdzę to przy nadarzającej się okazji, ale wcześniej obiecuję sobie zdobyć własny egzemplarz, bo czytane wcześniej zawsze pochodziły z biblioteki.
  3. Jaka epoka obfituje, Twoim zdaniem, w najbardziej godne uwagi dzieła literackie? Nie czuję się na siłach wybrać jednej epoki, gdyż bez wątpienia każda takowe dzieła ma! Faktem niestety jest również, że książki z minionych epok nieuchronnie powodują szkolne wspomnienia o czytaniu z konieczności, do których nie zawsze przyjemnie się wraca.

Pytania od aerien:

  1. Czy zdarza Ci się czytać wiele książek naraz (ile? jak często?) Czy skupiasz się na jednej? Pomimo posiadania podzielnej uwagi, która bardzo przydaje się w pracy, dwóch książek (wogóle nie wspominając już o większej ilości ;)) na raz czytać nie potrafię i tego nie robię. Zdarza mi się natomiast odłożyć czytaną książkę, gdy czytanie nie idzie, by wrócić do niej po kolejnej lekturze.
  2. Jak obchodzisz się z książką z biblioteki? Podkreślasz, notujesz, wrzucasz zakładkę tudzież zabierasz skarby tam zastane? Czy takie zachowania u innych irytują Cię czy przeciwnie, lubisz czuć, że książkę już ktoś czytał? Nie maluję po swoich, tym bardziej nie maluję po książkach pożyczonych i kropka :) Przyklejane karteczki lądują w nich tymczasowo, by zniknąć przed oddaniem książki, a notatki pozostają na blogu :) Nie przeszkadza mi fakt, że książka była już wielokrotnie czytana przede mną, nawet bardzo lubię poszarzałe kartki, ale bardzo irytuje mnie niszczenie książek i niekoniecznie mam ochotę odkrywać co też jadły i piły nad książką osoby czytające ją przede mną ;))
  3. Czy masz swój czytelniczy rytuał (opisz)? Np. ostrzenie ołówków, malinowa herbata, koc, ulubiona muzyka - kompletna cisza? W zimne wieczory kocyk i herbatka (niekoniecznie malinowa, bo smaki często się zmieniają) to niezbędne atrybuty :) Ale nie zawsze czytam w tak cieplarnianych warunkach. Lubię czytać na balkonie i w środkach transportu; tylko złoszczę się, gdy trafiam na wyjątkowe gaduły za sobą, które nie pozwalają się skupić ;) Na ogół przy czytaniu w tle mam tylko ciszę, a jeśli już jednocześnie słucham, to tylko czegoś instrumentalnego (w innym wypadku od razu zaczęłabym śpiewać ;)), najchętniej jazzu i smooth jazzu :)

Na koniec czas, by zadać trzy własne pytania, do odpowiedzi na które serdecznie zapraszam Katję127 z blogu Lubię czytać, jj-jj z blogu Moja Biblioteczka, oraz Lilithin autorkę Czytatnika,:

  1. Czy masz wokół siebie osoby, z którymi dzielisz swoją czytelniczą pasję? A może udało Ci się kogoś zarazić miłością do książek?
  2. Czy są książki (a jeśli tak to jakie), dla których jesteś w stanie zarwać noc i pójść do pracy/szkoły z "oczami na zapałkach"? Jaki tytuł/autor sprawił to ostatnio?
  3. W jakim stopniu opinie z blogów decydują o Twoich wyborach i zakupach książkowych? Jakie inne czynniki mają wpływ na to co czytasz?
wtorek, 30 czerwca 2009

Hurra, moje pierwsze wyzwanie czytelnicze czas zacząć :)

Wybór bynajmniej nie był łatwy, gdyż na półkach, mimo sporej ilości ciekawych książek, tych "kolorowych" nie znalazło się wiele, znalezione zaś, zostały już przeczytane. Wielokrotne studiowanie listy lektur zaowocowało w końcu wytypowaniem podstawowej trójki, która przedstawia się tak:

  • Jasne błękitne okna - Edyta Czepiel
  • Czerwony rower - Antonina Kozłowska
  • Połówka żółtego słońca - Chimananda Ngozie Adichie

Niebieską książkę mam na półce od dawna, kiedyś zaczęłam czytać, ale z zapomnianych już powodów nie ukończyłam; wyzwanie będzie idealną okazją, by dostała drugą szansę. O czerwoną lekturę muszę się uśmiechnąć do właścicielki zaprzyjaźnionej biblioteczki, co niniejszym czynię :)) Żółta książeczka natomiast została wczoraj zamówiona, bo i tak mi się marzyła, a dzięki wyzwaniu będzie okazja przeczytać ją wcześniej.

Z chęcią sięgnę jeszcze po kilka innych książek z kolorem w tytule, pod warunkiem, że czas pozwoli i uda się je zdobyć ;)

  • Białe zęby - Zadie Smith
  • Smażone zielone pomidory - Fannie Flagg
  • Nazywam się Czerwień - Orhan Pamuk
  • Czarna dziewczyna, biała dziewczyna - Joyce Carol Oates

Wszystkim uczestnikom wyzwania życzę przyjemnych chwil z kolorowymi lekturami :)