Literacko i fotograficznie. Wcześniej: w kąciku z książkami ...
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Teraz czytam:
O mnie
Ulubione blogi książkowe
Wyzwania czytelnicze:
Polecam:
(c) Copyright. Wszelkie prawa do tekstów i zdjęć zastrzeżone.
czwartek, 12 lutego 2009

Gringo wśród dzikich plemion - Wojciech Cejrowski

Nie lubię Wojciecha Cejrowskiego. Chociaż nie o lubienie, czy nielubienie tu chodzi. Drażni mnie gość i irytuje w telewizorku tą swoją przesadną pewnością siebie i już. Jednak na fali ogólnego zachwytu jego pisarstwem (pisali nawet Ci, co patrzeć na niego jak ja nie mogą) postanowiłam, że trzeba sprawę prześwietlić osobiście. Czym prędzej wyszabrowałam na pewien czas egzemplarz "Gringo wśród dzikich plemion" od koleżanki Karoliny (której z tego miejsca gorąco dziękuję!), zachwyconej również, a jakże :) i przystąpiłam do lektury ...

Spodobała mi się bardzo jedna z recenzji zamieszczonych na okładce. Niejaki Daras pisze tak: "Szkoda, że osoba, na którą nie mogę patrzeć i której poglądy stanowią zaprzeczenie moich, ma zupełnie niezrozumiały dla mnie dar opowiadania ciekawych historii. Na szczęście możliwe jest czytanie bez patrzenia w te złośliwe oczka. Wolałbym, żeby pański talent miał ktoś bardziej przeze mnie ceniony. Obiecuję, że jeżeli kiedykolwiek będę miał na to jakiś wpływ, natychmiast go Panu odbiorę i dam komuś innemu."

Talent niewątpliwie jest, więc byłoby co odbierać ... ale skoro go dostał od losu, to ja w to ingerować nie zamierzam. Punkt dla autora, że krytyki się nie boi i postanowił taką opinię na okładce zamieścić. Za talent punkt drugi. Punkt trzeci: czyta się świetnie, bo napisane jest bez niepotrzebnego nadęcia, DUŻYMI LITERAMI jak trzeba, a czasem malutkim maczkiem (na przykład gdy "panika" czai się w pobliżu). Ciekawość rośnie ze strony na stronę, ale czytać należy nie spiesząc się zbytnio, spokojnym krokiem przez dzikość Ameryki Południowej, w którą zabiera nas autor. Po drodze często uśmiechamy się pod nosem, często otwieramy szeroko oczy z niedowierzania i nierzadko coś nas przeraża. Na przykład ogromna mnogość sposobów, na który w dziczy można stracić życie. Od żabek plujących kwasem, jadowitych pająków, płaszczek z trującym kolcem czy węgorzy elektrycznych a nawet motyli zabójców! Umrzeć można nawet z pragnienia, mimo że tropikalna puszcza jest najbardziej wilgotnym miejscem na ziemi! I jak tu nie być przerażonym? Szok, że autor ze strachu tylko raz (za przeproszeniem) narobił w majty - ewentualnie tylko raz się przyznał! Za pełen wachlarz dostarczonych emocji należy się punkt czwarty. Na punkt piąty zasługują morały, celne, idealnie trafione podsumowania i komentarze, choćby takie jak ten: „"Słuchajcie ciszy... Usłyszycie Mądrość. Odnajdziecie Spokój. Właściwy dystans do spraw, ludzi i przedmiotów. Znajdziecie czas, którego Wam brakowało. Słuchajcie ciszy. I mówcie ciszej. Ciii... Sza!" Szósty punkt, ode mnie dla Tłumacza! Inteligentna z "niej" bestia i dociąć potrafi;) Nie ma co, dobrali się z autorem jak w korcu maku ... dokładnie tym samym korcu zresztą;)

Na koniec mały minusik, no powiedzmy że pół. W okolicach połowy książki autor zaczyna nadużywać jednego słowa, a mianowicie: "Posłuchajcie...". Karolinka twierdzi, że dzięki temu czuła się jakby słuchała opowieści przy ognisku. Ja się czułam wręcz odwrotnie i jedyne na co miałam ochotę widząc kolejne "Posłuchajcie..." to wziąć w rękę czarnego markera i zrobić śliczną czarną krechę, żeby nie było widać ... daję słowo, że gdyby egzemplarz był mój nic by mnie nie powstrzymało;) Paradoksalnie narastająca irytacja uspokoiła mnie. Dlaczego? Uznałam, że skoro autor potrafi mnie wkurzyć słowem pisanym, to już nie mogę mieć wątpliwości, że tym autorem naprawdę jest Wojciech Cejrowski ...;)

Ostatecznie dodając i odejmując wychodzi nam 5 i ½ .

Wrażeń było aż nadto, ale komu po lekturze ciągle mało a odwagi ma pod dostatkiem, może spakować plecak i wyruszyć w drogę. Zabrać należy książeczkę zdrowia, choć zamiast paszportu przydawała się pewnie tylko w latach 80-tych ;) Zebrać fundusze można sprzedając lodówkę (lub coś bardziej cennego) ... ale wcześniej należy koniecznie wyjeść z niej wszystkie smakołyki, żeby potem było co wspominać jak w dżungli na przekąskę przyjdzie wcinać pieczone mrówki lub też pędraki serwowane jak w cywilizowanym świecie czekoladki!

Ja lodówki sprzedawać nie zamierzam, ani tym bardziej zapuszczać się w dżunglę. Co to, to nie! Najzupełniej wystarczy mi oddalony o kilkaset metrów od domu lasek jako namiastka;) Jedyne, co mogłabym zrobić pod wpływem pana Cejrowskiego to spróbować wreszcie Yerba Mate ... tym bardziej, że oryginalny garnuszek do tego procederu, dzięki uprzejmości szwagra, już mam:) Co prawda nie z Paragwaju, a z Urugwaju (ale to podobno kiedyś był Paragwaj więc wszystko gra). I nie z drewna Palo Santo, ale z jakiegoś tworzywa, wyglądającego ... jak skóra? Za to rurka do picia idealnie jak w opisie, srebrna z siteczkiem na końcu, co by nam fusy do buzi nie wpadały;) Jak widać na obrazku, garnuszek to pewnie typowa wersja "dla turystów", ale w końcu przyleciał do mnie przez ocean, więc to się liczy! Teraz trzeba tylko zakupić odpowiednie liście do garnuszka i można próbować ... ;)

 

niedziela, 08 lutego 2009

Geraldine Brooks - Ludzie księgiBohaterem powieści jest księga, manuskrypt sarajewskiej hagady żydowskiej. Poznajemy jej dzieje od cudownego odnalezienia w teraźniejszości, zagłębiając się coraz dalej w historię aż do średniowiecza. Tło historyczne jest bardzo szerokie, prowadzi nas przez czasy niewolnictwa, wypędzenie żydów z Hiszpanii, inkwizycji hiszpańskiej i włoskiej, rządy Austro-Węgier w Bośni, aż po okupację hitlerowską w czasie II wojny światowej i wojnę domową w Bośni i Hercegowinie w latach 90-ych XX wieku. Autorka wplata w tło i dozuje po kawałeczku losy osób, które na przestrzeni lat opiekowały się księgą a wcześniej miały swój udział w jej tworzeniu. Całość oparta jest na autentycznej historii Hagady Pesachowej, jednak większość jej książkowych losów należy do fikcji literackiej. Choć pewnie mogła istnieć gdzieś w historii postać podobna do takiego Floriana Mittla, który kradnie zabytkowe klamry manuskryptu i próbuje nimi zapłacić za eksperymentalną kurację arszenikiem, która ma go wyleczyć z postępującego syfilisu.

Losy księgi przecinają się z historią Hanny Heath, konserwatorki wezwanej do Sarajewa, by zbadać jej autentyczność. Zawikłane mocno relacje z matką, która skupia się na swojej karierze lekarskiej i nigdy nie zaakceptowała wyboru drogi zawodowej córki. Niespodziewane odkrycie żydowskiej tożsamości zmarłego ojca, o którym matka nigdy nic jej nie powiedziała. Nie zabraknie też miłości.

Powieść czyta się dobrze i ostatecznie mogę stwierdzić, że się podobała. Chociaż po przeczytanych recenzjach porównujących ją do "Cienia wiatru" Zafóna spodziewałam się trochę czegoś innego, sama nie wiem czego ...? Podobieństw nie widzę. Bo sama tematyka książek to chyba trochę za mało, tym bardziej, że podana jest zupełnie inaczej. Liczyłam na większą ilość badań nad znaleziskiem, tymczasem o pochodzeniu znalezionych na kartach księgi fragmentach skrzydełka motyla, nieznanego białego włosa czy plamach po winie dowiadujemy się raczej z części historycznej niż z badań.

Notka wydawcy sugeruje, że mamy do czynienia z powieścią sensacyjną ... dreszcz ani razu nie przeszedł mi po plecach więc nie wiem? Jedyny wątek sensacyjny związany z kradzieżą manuskryptu zaraz po jego odnalezieniu znajdujemy pod koniec fabuły i właściwie nie jest on rozwinięty. Tak więc zostańmy przy powieści historycznej i to wcale niezłej. A sensacji to ja może sobie poszukam w jakimś kryminale ... ;)

czwartek, 05 lutego 2009

Kiedy wchodziłem do pokoju - Nicole Krauss

Druga powieść Nicole Krauss (chociaż w oryginale wydana jako pierwsza), po prostu musiała się znaleźć na mojej półce z książkami. A wszystko przez "Historię miłości", która ponad dwa lata temu zaczarowała mnie swoim klimatem odkrywania tajemnic przeszłości, który to z pewnych względów jest mi szczególnie bliski. Ale do rzeczy ...

"Kiedy wchodziłem do pokoju" to historia Samsona Green’a, który znaleziony pośrodku pustyni w Nevadzie nie umie wyjaśnić jak się tam znalazł, ani nawet jak się nazywa. Powodem utraty pamięci okazuje się być guz mózgu, którego wycięcie przywraca mu co prawda zdrowie, ale wraca wspomnienia jedynie pierwszych dwunastu lat życia. Wbrew nasuwającym się przypuszczeniom Samson właściwie się nie buntuje, akceptuje zaistniałą sytuację. Owszem, przyglądając się swojej żonie, zastanawia się co też sprawiło, że właśnie ją wybrał. Nie może się pogodzić, że nie pamięta śmierci matki, nie pamięta czy przy niej był, jak umarła i gdzie została pochowana. Ale nie szuka kontaktu z dawnymi znajomymi, nie jest ciekawy kim był w ich oczach.

Niespieszne życie w niepamięci przerywa zaskakująca propozycja lekarza neurologa prowadzącego badania nad przeszczepianiem pamięci. Samson jest dla niego wymarzonym kandydatem na biorcę ... przerażające, a jednak udaje się, zupełnie jak nowa szufladka, cudze wspomnienie zaczyna żyć własnym życiem w głowie naszego bohatera, nie dając mu spokoju. Przynosi za to refleksję ...

"/.../ bo właśnie tu i teraz przyszło mu do głowy, że może pustka, z którą żył przez cały ten czas, nie była wcale pustką, tylko samotnością, na której się nie poznał. Skąd dusza może wiedzieć, jak bardzo jest samotna, dopóki nie otrze się o inną duszę? Gdy na pustej tablicy zapisano jeden znak, wspomnienie innego człowieka zaszczepione w jego mózgu, nie mógł już zamknąć oczu na ogrom własnej straty. Zaparło mu dech w piersiach. Osunął się na kolana. /.../ To było tak, jakby ktoś zapalił zapałkę i dopiero wtedy przekonał się, jak głęboka otacza go ciemność."

Czytając uzmysłowiłam sobie jak często marzymy by wymazać z pamięci mało pozytywne zdarzenia z naszego życia. Wiem już, że nie zamieniłabym się z Samsonem na żadne z rozwiązań, ani na pustkę, ani na cudze wspomnienia. Każde swoje zachować chcę tak długo jak się da.

środa, 04 lutego 2009

Więcej Czytać! ... tak brzmiało jedno z postanowień na Nowy Rok. A właściwie wrócić do czytania, po dłuższym czasie, w którym nie było to możliwe. Przeszukując sieć w poszukiwaniu ciekawych pozycji do wchłonięcia trafiłam na pewien blog książkowy, potem na kolejne ... i stało się nieuniknione: przepadłam! Podczytuję nieustannie przez co lista książek "do przeczytania" rośnie w zastraszającym tempie :) I już się nie mogę doczekać chwili, kiedy nowe wymarzone wpadną mi w łapki i będę przy nich mogła zapomnieć o całym świecie.

A ponieważ pamięć dobra ale krótka, postanowiłam pokusić się o własne czytelnicze notatki ... i tym sposobem jestem ... :)

1 ... 11 , 12