Literacko i fotograficznie. Wcześniej: w kąciku z książkami ...
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Teraz czytam:
O mnie
Ulubione blogi książkowe
Wyzwania czytelnicze:
Polecam:
(c) Copyright. Wszelkie prawa do tekstów i zdjęć zastrzeżone.
czwartek, 25 lutego 2010

No to w kolejności... Koniec lutego mamy, najwyższy czas się określić ;)

Chęć uczestnictwa zgłosiłam nieomal natychmiast po ogłoszeniu nowych wyzwań – szczegółowe plany, realizacji doczekały się dopiero dziś. Tym razem bez szaleństw i ostrożnie. Bo realizacja szalonych czytelniczych zamierzeń dotychczas częściej kończyła się zawodem niż niebywałym zaskoczeniem samej siebie. Tym razem więc tylko plan podstawowy, a jak przypadkiem zdarzy się więcej – to tym lepiej :)

AMERYKAŃSKIE POŁUDNIE W LITERATURZE

  • Smażone zielone pomidory – Fannie Flagg
  • Serce to samotny myśliwy – Carson McCullers
  • Sekretne życie pszczół – Sue Monk Kidd

NAGRODY LITERACKIE

  • NIKE:
    2007: Traktat o łuskaniu fasoli – Wiesław Myśliwski
  • BOOKER:
    2007: Tajemnica rodu Hegartych – Anne Enright
  • ORANGE PRIZE:
    2002: Belcanto – Ann Patchett
  • PRIX GONCOURT:
    2007: Alabama song – Gilles Leroy

Wyzwaniowa całość w stosikowym wydaniu prezentuje się wyśmienicie. Stosik ma moc! Wystarczy taki sobie wkleić i od razu micha się cieszy ;):)))

Czas na wyznania.

Będą dokładnie trzy, a wszystkie za sprawą czytelniczego łańcuszka, który gościł u mnie latem zeszłego roku, zatoczył niesamowite koło i wpadł się przywitać raz jeszcze. Tym razem drzwi otworzył mu kot_kreskowy84, a ja spieszę z odpowiedziami, gdyż czekać dłużej nie może.

1. Czy czytacie przy jedzeniu? Co wtedy czytacie albo czego nie czytacie? (czasopisma, książki, typ książek)

Czytacie czytacie, a jakże :) Nic specjalnie wyselekcjonowanego, ale to co wciągnie tak mocno, że na oderwanie się nie ma szans. Więc jak wciągnie, a burczącego brzucha ignorować nijak dłużej nie można, to książka i ja schodzimy razem po schodach i lądujemy w kuchni. Książka za talerzem, książka koło talerza, książka w lewej – łyżka w prawej ręce... Tylko jedzenie w takim wykonaniu jakoś podejrzanie dużo czasu zajmuje ;))

2. Do jakiej literackiej rzeczywistości chciałabyś/chciałbyś się przenieść?

XIX wieczna Anglia z powieści Jane Austen. Wystawne przyjęcia, huczne bale, świat grzecznych ukłonów i skromnych uśmiechów, pełen konwenansów skrywanych za drzwiami wspaniałych rezydencji. Tak, to chyba najbardziej chciałabym podejrzeć z bliska. Ale nie pogardziłabym też wyprawą na zielone wzgórza Wyspy Księcia Edwarda razem z Anią Shirley lub na tajemnicze uliczki Barcelony z bohaterami Zafóna.

3. Czy jest taka książka, którą od dawna chcesz przeczytać i uważasz, że powinnaś przeczytać, ale z różnych powodów jeszcze tego nie zrobiłaś?

Klasyka, klasyka, klasyka! Nie będę się teraz przyznawać do wszystkich zaniedbań w tym zakresie, bo wstyd niemały i chwalić się nie ma czym. Ale cóż począć kiedy nowości kuszą nieustannie a biblioteczka nie przestaje się rozrastać o polecane tu i tam nowe nabytki. Nadrabianie zaległości zostanie więc pewnie na emeryturę... ;):)

Nie wskazuję kolejnych osób do odpowiedzi, ale jeśli ktoś ma ochotę, to serdecznie zapraszam! Tylko wybaczcie, nowych pytań nie ułożę, bo moja inwencja twórcza zapadła ostatnio w zimową drzemkę...;)

czwartek, 11 lutego 2010

Oto i jestem. I co ważne moi drodzy, jestem z wynikami!

Losowanie miało miejsce dziś w godzinach wieczornych, nad prawidłowym działaniem maszyny losującej czuwał szczęśliwy słoń z trąbą do góry a całość uwieczniono na załączonej dokumentacji zdjęciowej :) I niniejszym szalenie miło mi ogłosić, że...

Sulaiman Addonia i jego "Miłość i jej następstwa" wybierają się w podróż do Ani.

A książka "Każdy dom potrzebuje balkonu" Riny Frank postanowiła się zadomowić u lilithin.

Moje gratulacje dla was dziewczynki! I oczywiście prośba o maile z danymi do wysyłki na moją skrzynkę: net.a.a@gazeta.pl.

Wszystkim zaś serdecznie dziękuję za uczestnictwo, dziękuję za komentarze pełne ciepłych słów i waszą obecność. Do następnych okazji, mam nadzieję wielu kolejnych w waszym towarzystwie!

Pozdrowienia :))

 

środa, 10 lutego 2010

Miłość i jej następstwa - Sulaiman Addonia

"Abu Mahdi, stary mężczyzna mieszkający w najwyższym bloku w okolicy, tym dziesięciopiętrowym, pojawił się właśnie na ulicy. Za nim szła kobieta okryta od stóp do głów abają. Mogła to być tylko jego żona, ponieważ Abu Mahdi miał samych synów, którzy już się pożenili i mieszkali w innych dzielnicach Dżiddy. Od dziesięciu lat widywałem go na ulicy; zmarszczki rozsypywały się coraz szerzej po jego twarzy, aż oblepiły ją całą niczym pajęcza sieć. Ciekawe, zastanowiło mnie, czy jego żona też się tak zestarzała."

Takie, między innymi, myśli kłębiły się w głowie Nasera, gdy chował się w cieniu swojej palmy przed piekielnym żarem lejącym się z nieba. Choć częściej zwyczajnie emocjonalnie złościło go, że nie może "stanąć na ulicy i po prostu czekać, aż zjawi się jakaś dziewczyna z odsłoniętą twarzą i pośle mu uwodzicielski uśmiech". Realia życia w Arabii Saudyjskiej, podział świata na męski i kobiecy, nie dawały mu najmniejszych złudzeń na spełnienie tych marzeń i potęgowały dodatkowo tęsknotę za Erytreą, krajem dzieciństwa z domem pełnym kobiet o uśmiechających się do niego twarzach. To wojna zmusiła matkę do odesłania dwóch swoich synów w bezpieczniejsze miejsce, ale rzeczywistość podzieliła ich losy skazując Nasera na nieomal samotną walkę o przetrwanie i o zachowanie godności w zderzeniu ze światem bogatych, jeszcze nieżonatych Saudyjczyków, szukających rozrywki wśród młodych chłopców. Życie Nasera bynajmniej nie należało do łatwych, ale ukojenie dawały mu chwile spędzane pod palmą na rozmyślaniu o dziewczynie ze snów.

"A chociaż były to kompletnie nierealne mrzonki, to i tak dalej zachodziłem pod swoje drzewo, ponieważ to miejsce świetnie się nadawało do śledzenia owego czarno-białego filmu, który ciągnął się bez końca, ukazując oczom widza nieustającą procesję abaj i saubów. Pomimo całej swej monotonii był to jedyny film w całej Dżiddzie, na którym oczami wyobraźni dostrzegałem za czarnymi kotarami kobiecej odzieży tę jedną aktorkę, dzięki której w moim życiu miała zagościć wreszcie odrobina koloru."

I zagościła. Dużo więcej niż odrobina koloru zagościła w życiu Nasera za sprawą małego kawałka papieru znalezionego u stóp i olbrzymiej odwagi pewnej dziewczyny, która zaryzykowała, by go tam upuścić. Nie obędzie się bez wątpliwości, bez potoku myśli, bez obaw czy mają szanse na przyszłość i bez strachu, że ktoś odkryje ich sekret, ale od tego momentu z zapartym tchem przyjdzie nam, czytelnikom, przerzucać kolejne strony i z wypiekami na twarzy śledzić bieg wydarzeń i trzymać mocno kciuki z powodzenie licznych forteli, które Naser i Fiore będą musieli przedsięwziąć, by ich marzenia miały szanse na realizację.

"Miłość i jej następstwa", nie waham się użyć wielkich słów, to romans doskonały. Pierwsze skrzypce, jak na ten gatunek przystało, gra tu, i grać musi, miłość. Ale nie miłość łzawa i ckliwa rodem z taniej telenoweli, a miłość, będąca dowodem na to, że nawet najbardziej odległe od siebie światy, przy wyjątkowej determinacji, mają szanse się spotkać i pokonać wszelkie trudności. To historia osadzona silnie w świecie znanym przez nas Europejczyków raczej ze środków masowego przekazu, świecie odległym, odmiennym zupełnie od naszego, nieznanym, na który coraz szerzej otwieramy oczy, a w tło odmalowane przez autora wierzymy bez najmniejszych zastrzeżeń – wystarczy na okładce przeczytać zarys jego osobistej drogi, w wielu punktach tak zbieżny z losami bohatera. Wierzymy choć nie jest łatwo przekonać siebie, że taki świat istnieje naprawdę. Wreszcie to historia niebezpieczna. Niebezpieczna momentami i w treści, ale głównie dlatego, że w jej towarzystwie bardzo łatwo zapomnieć o całym świecie i zacząć żyć życiem książkowych postaci. Dlatego ostrzegam lojalnie: wchodząc do tej rzeki może was dopaść pokusa, by nie wychodzić aż do przewrócenia ostatniej strony. Ale jednocześnie jestem nieomal pewna, że ani jednej minuty spędzonej z tą lekturą nie przyjdzie wam żałować.

Gorąco polecam! A chętnym spróbować przypominam, że trzy notki niżej, jeszcze przez cały dzisiejszy dzień, można spróbować szczęścia w losowaniu tej książki. O dokładnie TU :)

poniedziałek, 08 lutego 2010

Miss_Jacobs i Magicznam sprawiły mi niebywałą przyjemność obdarowując takim oto sympatycznym znaczkiem. Chociaż nie spodziewałam się nawet w najśmielszych snach, to przyznać muszę, że wyróżnienie bardzo mile połechtało moją próżność :) Dziękuję ślicznie :)

Zgodnie z zasadami mogę wyróżnić siedem kolejnych blogów. To bardzo niewiele, biorąc pod uwagę, że na mojej liście ulubionych jest ich kilkadziesiąt, a co rusz trafiam na kolejne interesujące nowopowstające. Wybór padł (w większości) na te wirtualne notatniki, na których strony trafiłam już na samym początku mojej blogowej drogi i które inspirują mnie niezmiennie od tamtej pory. Wszystkie wymienione osoby to "winowajcy" odpowiedzialni za nieustanne wydłużanie się mojej listy "do przeczytania" i ciągłą potrzebę naciągania miejsca na półkach pod nowe nabytki, za co (żeby nie było wątpliwości) jestem im ogromnie wdzięczna! :)

Oto wyróżnieni wraz z dodatkowymi i indywidualnymi powodami - kolejność uwarunkowana alfabetycznie :)

  • Aerien – za dbałość o słowa, za wrażliwe i osobiste recenzje oraz podobny gust czytelniczy, który sprawia, że całkowicie ufam jej polecankom.
  • Bazyl – za męski punkt widzenia i za to, że nie waha się sięgać także po książki powszechnie uznawane za "babskie".
  • Clevera – za to, że każda jej recenzja to zupełnie nowa wyprawa, z której nie chce się wracać do rzeczywistości.
  • Dededan – za wyjątkową konsekwencję w pisaniu i nieomal codzienne dostarczanie nowych inspiracji czytelniczych.
  • Germini – za zwrócenie uwagi na książki, które w innym wypadku nie zostały by przeze mnie zauważone, za możliwość porównań czasem odmiennych opinii, i jeszcze za nieustanne kuszenie nowościami.
  • Liritio – za wyjątkowo ciekawe wprowadzenia do notek, które automatycznie zmuszają do poszukiwania własnych opinii na dany temat oraz za interesujące podpowiedzi filmowe.
  • Mandżuria – za piękny język, za estetykę i różnorodność nie tylko literacką.
Tagi: okazje
21:10, net.a.a , takie tam
Link Komentarze (9) »
sobota, 06 lutego 2010

Jan Nowicki, Droga do domu - Rafał Wojasiński

Osoba Jana Nowickiego jest mi oczywiście znana z ekranu, skojarzenie ze słynnym "Wielkim Szu" jest automatyczne, kojarzę nawet jego syna i synową, a gdzieś przypadkiem dotarła do mnie wiadomość o zeszłorocznym ślubie z Małgorzatą Potocką. Ale większa wiedza niestety pozostaje dla mnie tajemnicą. Dlatego przyznaję, że nie miałam pojęcia, czego spodziewać należy się po tej książce.

Pierwsze wrażenia? Piękne wydanie! Piękna twarda oprawa, gruby papier i nadzwyczajne czarno-białe fotografie Krzysztofa Opalińskiego. Brawa dla fotografa, brawa dla Wydawnictwa Nowy Świat. I co najważniejsze, brawa dla autora!

"Jego pokój na poddaszu. Warszawa. Późny wieczór. Zbliża się noc. Można się w tym drewnem wyłożonym pokoju poczuć, jak w starej leśniczówce, gdzieś daleko od ludzkich siedzib. Gadamy o wszystkim, co przychodzi do głowy. Na klamce od szafy wisi marynarka na wieszaku. Ma jasne prążki. Stolik, przy którym siedzimy, stoi przy oknie. Światło jest z lampki nocnej. Odbija się w okularach, które leżą na stoliku. Obok okularów – jego lewa dłoń. Może w tym widoku nie ma tajemnicy, ale kusi. W tym obrazie kusi życie, żeby je jeszcze trzymać, doznawać światła. Z uchylonych drzwi do łazienki wydostaje się mrok. Na twarzy Nowickiego widzę uśmiech. Wiadomo, że teraz nawet najmniejszy łyk piwa sprawi radość."

Ile odbyli takich spotkań, ile w Warszawie, ile na Kujawach w Kowalu, ile takich rozmów, by powstała ta książka. Bohater literacki i jego portrecista, autor, Rafał Wojasiński. Jak sądzę wiele. Wiele spotkań z pięknem otaczającego świata, z naturą w jej najprostszych przejawach i spotkań z zupełnie zwyczajnymi ludźmi, by powstała rzecz prosta, a jednocześnie niebywale magnetyzująca. Rzecz nieomal poetycka. Zbiór niewielkich wycinków z przeszłości, opowiastek przeplatanych trafnymi dygresjami, słów życiowo mądrych, ale nie pozbawionych odrobiny przekory i szelmowskiego uśmiechu.

"Miejsca człowiekowi nie są dane, są pożyczone na jakiś czas, jak wszystko na tym świecie. To pożyczka niby na wieczyste użytkowanie, ale nawet wieczystość dla człowieka to abstrakcja, tak jak własność, posiadanie, chociaż nikt nie chce tego wiedzieć. Człowiek tylko myśli, że coś ma, bo oczywiste jest, że mieć nic nie można. Nie da się. Nawet własne serce jest tylko na użytkowanie przekazane."

Znajdziemy tu słowa o domu, o rodzinie, o dzieciństwie, o dawnych codziennych sprawach, o obcowaniu z bliskimi. Co nieco o filmie i aktorstwie, trochę o pieniądzach. Dowiemy się co aktora śmieszy, co powoduje smutek, także co myśli o Bogu, co o grzechu, jak według niego wygląda niebo. Jakie ma marzenia, jakie przyjemności sprawiają mu radość. I wreszcie czym jest ta tytułowa droga do domu. Czy tylko drogą do domu nad jeziorem, ucieczką od hałasu codzienności w mieście? A może tą drogą, którą wszyscy kiedyś pójdziemy, drogą do innego świata? Tak, o śmierci też przeczytamy, o przygotowaniu, o pogodzeniu się, o oczekiwaniu. Ale wcześniej...

Z Nowickim możemy pójść na spacer z psem, na wiśnie do ogrodu nieżyjącego już przyjaciela, możemy przygotować śniadanie albo zwyczajnie posiedzieć, pobyć, zapalić papierosa i się zamyślić. To książka na jeden refleksyjny wieczór, ale w żadnym wypadku nie do szybkiego przewracania kolejnych stron. To jest rzecz, do której się wraca. By niespiesznie smakować. Wyciszyć się. Znaleźć czas na przemyślenia. Zastanowić się nad tym, co w życiu naprawdę ważne.

Doskonały przykład na to, jak mniej może znaczyć więcej.

Polecam!

 

czwartek, 04 lutego 2010

Sama niedowierzam, ale tak właśnie jest. Dokładnie rok temu zawisła moja pierwsza notka na tej stronie.

Przyznać się Wam muszę z tej okazji, że w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że wytrwam tak długo... ja i mój słomiany zapał ;) A jednak czasem człowiek potrafi zaskoczyć nawet sam siebie! Było różnie, o ostatnich prawie dwóch miesiącach lepiej byłoby nie pamiętać, latem też wkradł się kryzys, ale większość tego rocznego odcinka czasu zapisać można na plus :) I dziś jest taki dzień, kiedy spokojnie można oznaczyć nowy początek dla tego miejsca i iść do przodu.

Dziękuję Wam że jesteście, że zaglądacie, czytacie i komentujecie. Bez Was ta przygoda straciłaby cały urok, bo pisanie do kogoś ma zupełnie inny wymiar niż pisanie dla samego siebie lub ot tak w wirtualną niemą przestrzeń.

A teraz prezenty!!

Dla siebie z okazji święta, zamiast torcika mam świeczkę w kształcie pralinki o zapachu czekolaaady :)
A dla Was do sprezentowania dwie powieści, do wyboru:
"Miłość i jej następstwa" lub "Każdy dom potrzebuje balkonu".

Chętnych zapraszam do wpisywania się w komentarzach, koniecznie (!) ze wskazaniem wybranego tytułu.

Zgłoszenia do 24:00 w środę 10 lutego. Wyniki następnego dnia.

 

* Moja notka o "Miłości i jej następstwach" zawiśnie tutaj na pewno przed losowaniem. Tymczasem odsyłam Was do wrażeń Padmy i Mandżurii, a z mojej strony mogę powiedzieć, że wszystkie zachwyty koleżanek są uzasadnione!

 

wtorek, 02 lutego 2010

"Pisarstwo jednocześnie lekkie i dziwne. I na tym polega jego genialność. Agus opowiada o obu warstwach życia – powierzchownej i głębokiej; o świecie dzieciństwa przerażająco radosnym, a zarazem zachwycająco bolesnym." – czytamy na okładce.

Oj tak, dziwna jest ta książka. I niełatwa. Ta książka boli. Dosłownie. Fizycznie. Boli. Równocześnie czytając trudno się oprzeć wrażeniu, że od bohaterów oddziela nas tafla lodu lub zaparowana szyba, w którą chuchamy i przecieramy uparcie, by coś dojrzeć, a jednocześnie wolelibyśmy nie widzieć. I czytając niedowierzamy w to co czytamy, tak wszystko wydaje się strasznie niemożliwe. I trudno się nam dziwić, że co czasem odwracamy wzrok, jakby w zawstydzeniu, bo czujemy, że za dużo widzimy, że za głęboko wnikamy w prywatność tej rodziny.

Rodzina nazywa się Sevilla Mendoza i mieszka na Sardynii chyba od zawsze. Być może z pozoru wygląda całkiem normalnie. Jest matka i ojciec, i nawet się kochają. Córka i syn, dwójka nastolatków, ona ma chłopaka, on beznadziejnie się w kimś kocha. Jest ciotka, siostra matki, która mimo chęci nie zdołała sobie jeszcze ułożyć życia. I babcia, jak to babcia, która chciałby, by to wszystko wyglądało inaczej. Ot, życie. Ale...

"W naszym domu każdy ma obsesję na jakimś punkcie: dla mamy to uroda, dla taty Ameryka Południowa, dla mojego brata doskonałość, a dla ciotki narzeczony.
Ja wymyślam opowieści, bo kiedy tutejszy świat mi się nie podoba, przenoszę się do mojego i bardzo mi tam dobrze.
A tutejszy świat nie podoba mi się z wielu powodów. Mówiąc szczerze wydaje mi się paskudny i zdecydowanie wolę swój własny."

Ale matka jest typową artystką, malarką z myślami gdzieś w chmurach, nieobecną, zbyt kruchą i delikatną by mówić z nią o codziennych sprawach, a stąpać w jej obecności należy ostrożnie żeby nie zburzyć jej spokoju. Ojciec kocha tę kobietę, ale nie takiej spodziewał się żony. Marzył o żonie, która dorówna mu kroku. Nie udało się. W przeciwieństwie do żony zazwyczaj jest nieobecny ciałem. Miewa kochanki. Jest wszędzie tylko nie w domu, zbawiłby całą biedotę świata i uratował wszystkie dzieci, tylko przy swoich własnych go nie było i nie ma. Ciotka spędza czas na poszukiwaniu szczęścia, na łapaniu jego okruchów, a może raczej ochłapów... Co rusz zakochuje się i oddaje cała w ramiona kolejnych kochanków, co rusz jest porzucana i na okrągło leczy rany bez wyciągania wniosków, by już za moment wpaść w kolejną czarną rozpacz. Brat jest nieszczęśliwie zakochany. Jego wymarzona dziewczyna chodzi z kimś z silniejszej grupy, z kimś kto zabiera mu śniadanie i przybory szkolne, z kimś z kim nie ma szans. Nie walczy, wycofuje się i całe dnie spędza na żmudnym ćwiczeniu gry na fortepianie. I wreszcie ona, osiemnastoletnia córka, wnuczka, siostra i siostrzenica, nasza narratorka. Jak mało kto widzi to wszystko, widzi problemy, być może nawet widzi ich źródło, jest dobrym obserwatorem. Próbuje łagodzić sytuacje, ale to czego jej brakuje to wiara w siebie. Chce kochać, ale nie wierzy, że zasługuje na miłość, na dobrą miłość. Wikła się w związek z żonatym mężczyzną o sadomasochistycznych skłonnościach i z wyjątkową perwersyjną wyobraźnią w tym względzie. Naprawdę strach przypominać sobie te fragmenty i strach zdać sobie sprawę, że można uważać taką miłość za jedyną możliwą, za jedyną, na którą się zasługuje...

Zupełnie pomieszane relacje znajdujemy w tej książce, relacje odwrócone, gdzie dzieci wydają się być bardziej rozsądne od rodziców, tylko tak boleśnie pogubione. I w pewnym momencie przestaje dziwić umieszczony na wstępie fragment z "Pinokia" Carla Collodiego:

"- I co dalej? – spytał Pinokio.
- Nic – westchnął Gepetto z rezygnacją. – Jesteśmy zgubieni...
- Zgubieni? Dlaczego zgubieni? – zaprotestował Pinokio. – Daj mi, tato, rękę i uważaj, żebyś się nie poślizgnął.
- Dokąd mnie teraz prowadzisz?
- Spróbujemy raz jeszcze. Chodź i nic się nie bój."

Chce się zapytać czy naprawdę to dzieci będą musiały postawić na nogi tę rodzinę? Czy może znajdzie się ktoś z dorosłych kto wreszcie przejrzy na oczy? Kto wyrwie ich wszystkich z brzucha rekina, w którym tkwią?

„żeby uciec z brzucha rekina, trzeba poczekać aż zaśnie. Ale jak stwierdzić, że śpi?”

Dziwna to proza, i niełatwa, i pewnie nie dla każdego. Moim zdaniem jednak warto poświęcić jej trochę czasu i przekonać się osobiście.

A na mnie tymczasem czeka już "Ból kamieni"...

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12