Ostatnie notki
Zakładki:
Przekaż 1% podatku
Teraz czytam:
O mnie
Ulubione blogi książkowe
Wyzwania czytelnicze:
Polecam:
(c) Copyright. Wszelkie prawa do tekstów i zdjęć zastrzeżone.
Tagi
|
środa, 10 lutego 2010
Takie, między innymi, myśli kłębiły się w głowie Nasera, gdy chował się w cieniu swojej palmy przed piekielnym żarem lejącym się z nieba. Choć częściej zwyczajnie emocjonalnie złościło go, że nie może "stanąć na ulicy i po prostu czekać, aż zjawi się jakaś dziewczyna z odsłoniętą twarzą i pośle mu uwodzicielski uśmiech". Realia życia w Arabii Saudyjskiej, podział świata na męski i kobiecy, nie dawały mu najmniejszych złudzeń na spełnienie tych marzeń i potęgowały dodatkowo tęsknotę za Erytreą, krajem dzieciństwa z domem pełnym kobiet o uśmiechających się do niego twarzach. To wojna zmusiła matkę do odesłania dwóch swoich synów w bezpieczniejsze miejsce, ale rzeczywistość podzieliła ich losy skazując Nasera na nieomal samotną walkę o przetrwanie i o zachowanie godności w zderzeniu ze światem bogatych, jeszcze nieżonatych Saudyjczyków, szukających rozrywki wśród młodych chłopców. Życie Nasera bynajmniej nie należało do łatwych, ale ukojenie dawały mu chwile spędzane pod palmą na rozmyślaniu o dziewczynie ze snów.
I zagościła. Dużo więcej niż odrobina koloru zagościła w życiu Nasera za sprawą małego kawałka papieru znalezionego u stóp i olbrzymiej odwagi pewnej dziewczyny, która zaryzykowała, by go tam upuścić. Nie obędzie się bez wątpliwości, bez potoku myśli, bez obaw czy mają szanse na przyszłość i bez strachu, że ktoś odkryje ich sekret, ale od tego momentu z zapartym tchem przyjdzie nam, czytelnikom, przerzucać kolejne strony i z wypiekami na twarzy śledzić bieg wydarzeń i trzymać mocno kciuki z powodzenie licznych forteli, które Naser i Fiore będą musieli przedsięwziąć, by ich marzenia miały szanse na realizację. "Miłość i jej następstwa", nie waham się użyć wielkich słów, to romans doskonały. Pierwsze skrzypce, jak na ten gatunek przystało, gra tu, i grać musi, miłość. Ale nie miłość łzawa i ckliwa rodem z taniej telenoweli, a miłość, będąca dowodem na to, że nawet najbardziej odległe od siebie światy, przy wyjątkowej determinacji, mają szanse się spotkać i pokonać wszelkie trudności. To historia osadzona silnie w świecie znanym przez nas Europejczyków raczej ze środków masowego przekazu, świecie odległym, odmiennym zupełnie od naszego, nieznanym, na który coraz szerzej otwieramy oczy, a w tło odmalowane przez autora wierzymy bez najmniejszych zastrzeżeń – wystarczy na okładce przeczytać zarys jego osobistej drogi, w wielu punktach tak zbieżny z losami bohatera. Wierzymy choć nie jest łatwo przekonać siebie, że taki świat istnieje naprawdę. Wreszcie to historia niebezpieczna. Niebezpieczna momentami i w treści, ale głównie dlatego, że w jej towarzystwie bardzo łatwo zapomnieć o całym świecie i zacząć żyć życiem książkowych postaci. Dlatego ostrzegam lojalnie: wchodząc do tej rzeki może was dopaść pokusa, by nie wychodzić aż do przewrócenia ostatniej strony. Ale jednocześnie jestem nieomal pewna, że ani jednej minuty spędzonej z tą lekturą nie przyjdzie wam żałować. Gorąco polecam! A chętnym spróbować przypominam, że trzy notki niżej, jeszcze przez cały dzisiejszy dzień, można spróbować szczęścia w losowaniu tej książki. O dokładnie TU :)
poniedziałek, 08 lutego 2010
Miss_Jacobs sprawiła mi przedwczoraj niebywałą przyjemność obdarowując takim oto sympatycznym znaczkiem. Chociaż nie spodziewałam się nawet w najśmielszych snach, to przyznać muszę, że wyróżnienie bardzo mile połechtało moją próżność :) Dziękuję ślicznie :)
Zgodnie z zasadami mogę wyróżnić siedem kolejnych blogów. To bardzo niewiele, biorąc pod uwagę, że na mojej liście ulubionych jest ich kilkadziesiąt, a co rusz trafiam na kolejne interesujące nowopowstające. Wybór padł (w większości) na te wirtualne notatniki, na których strony trafiłam już na samym początku mojej blogowej drogi i które inspirują mnie niezmiennie od tamtej pory. Wszystkie wymienione osoby to "winowajcy" odpowiedzialni za nieustanne wydłużanie się mojej listy "do przeczytania" i ciągłą potrzebę naciągania miejsca na półkach pod nowe nabytki, za co (żeby nie było wątpliwości) jestem im ogromnie wdzięczna! :) Oto wyróżnieni wraz z dodatkowymi i indywidualnymi powodami - kolejność uwarunkowana alfabetycznie :)
sobota, 06 lutego 2010
Osoba Jana Nowickiego jest mi oczywiście znana z ekranu, skojarzenie ze słynnym "Wielkim Szu" jest automatyczne, kojarzę nawet jego syna i synową, a gdzieś przypadkiem dotarła do mnie wiadomość o zeszłorocznym ślubie z Małgorzatą Potocką. Ale większa wiedza niestety pozostaje dla mnie tajemnicą. Dlatego przyznaję, że nie miałam pojęcia, czego spodziewać należy się po tej książce. Pierwsze wrażenia? Piękne wydanie! Piękna twarda oprawa, gruby papier i nadzwyczajne czarno-białe fotografie Krzysztofa Opalińskiego. Brawa dla fotografa, brawa dla Wydawnictwa Nowy Świat. I co najważniejsze, brawa dla autora!
Ile odbyli takich spotkań, ile w Warszawie, ile na Kujawach w Kowalu, ile takich rozmów, by powstała ta książka. Bohater literacki i jego portrecista, autor, Rafał Wojasiński. Jak sądzę wiele. Wiele spotkań z pięknem otaczającego świata, z naturą w jej najprostszych przejawach i spotkań z zupełnie zwyczajnymi ludźmi, by powstała rzecz prosta, a jednocześnie niebywale magnetyzująca. Rzecz nieomal poetycka. Zbiór niewielkich wycinków z przeszłości, opowiastek przeplatanych trafnymi dygresjami, słów życiowo mądrych, ale nie pozbawionych odrobiny przekory i szelmowskiego uśmiechu.
Znajdziemy tu słowa o domu, o rodzinie, o dzieciństwie, o dawnych codziennych sprawach, o obcowaniu z bliskimi. Co nieco o filmie i aktorstwie, trochę o pieniądzach. Dowiemy się co aktora śmieszy, co powoduje smutek, także co myśli o Bogu, co o grzechu, jak według niego wygląda niebo. Jakie ma marzenia, jakie przyjemności sprawiają mu radość. I wreszcie czym jest ta tytułowa droga do domu. Czy tylko drogą do domu nad jeziorem, ucieczką od hałasu codzienności w mieście? A może tą drogą, którą wszyscy kiedyś pójdziemy, drogą do innego świata? Tak, o śmierci też przeczytamy, o przygotowaniu, o pogodzeniu się, o oczekiwaniu. Ale wcześniej... Z Nowickim możemy pójść na spacer z psem, na wiśnie do ogrodu nieżyjącego już przyjaciela, możemy przygotować śniadanie albo zwyczajnie posiedzieć, pobyć, zapalić papierosa i się zamyślić. To książka na jeden refleksyjny wieczór, ale w żadnym wypadku nie do szybkiego przewracania kolejnych stron. To jest rzecz, do której się wraca. By niespiesznie smakować. Wyciszyć się. Znaleźć czas na przemyślenia. Zastanowić się nad tym, co w życiu naprawdę ważne. Doskonały przykład na to, jak mniej może znaczyć więcej. Polecam!
czwartek, 04 lutego 2010
Sama niedowierzam, ale tak właśnie jest. Dokładnie rok temu zawisła moja pierwsza notka na tej stronie. Przyznać się Wam muszę z tej okazji, że w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że wytrwam tak długo... ja i mój słomiany zapał ;) A jednak czasem człowiek potrafi zaskoczyć nawet sam siebie! Było różnie, o ostatnich prawie dwóch miesiącach lepiej byłoby nie pamiętać, latem też wkradł się kryzys, ale większość tego rocznego odcinka czasu zapisać można na plus :) I dziś jest taki dzień, kiedy spokojnie można oznaczyć nowy początek dla tego miejsca i iść do przodu. Dziękuję Wam że jesteście, że zaglądacie, czytacie i komentujecie. Bez Was ta przygoda straciłaby cały urok, bo pisanie do kogoś ma zupełnie inny wymiar niż pisanie dla samego siebie lub ot tak w wirtualną niemą przestrzeń. A teraz prezenty!!
Dla siebie z okazji święta, zamiast torcika mam świeczkę w kształcie pralinki o zapachu czekolaaady :) Chętnych zapraszam do wpisywania się w komentarzach, koniecznie (!) ze wskazaniem wybranego tytułu. Zgłoszenia do 24:00 w środę 10 lutego. Wyniki następnego dnia.
* Moja notka o "Miłości i jej następstwach" zawiśnie tutaj na pewno przed losowaniem. Tymczasem odsyłam Was do wrażeń Padmy i Mandżurii, a z mojej strony mogę powiedzieć, że wszystkie zachwyty koleżanek są uzasadnione!
wtorek, 02 lutego 2010
Oj tak, dziwna jest ta książka. I niełatwa. Ta książka boli. Dosłownie. Fizycznie. Boli. Równocześnie czytając trudno się oprzeć wrażeniu, że od bohaterów oddziela nas tafla lodu lub zaparowana szyba, w którą chuchamy i przecieramy uparcie, by coś dojrzeć, a jednocześnie wolelibyśmy nie widzieć. I czytając niedowierzamy w to co czytamy, tak wszystko wydaje się strasznie niemożliwe. I trudno się nam dziwić, że co czasem odwracamy wzrok, jakby w zawstydzeniu, bo czujemy, że za dużo widzimy, że za głęboko wnikamy w prywatność tej rodziny. Rodzina nazywa się Sevilla Mendoza i mieszka na Sardynii chyba od zawsze. Być może z pozoru wygląda całkiem normalnie. Jest matka i ojciec, i nawet się kochają. Córka i syn, dwójka nastolatków, ona ma chłopaka, on beznadziejnie się w kimś kocha. Jest ciotka, siostra matki, która mimo chęci nie zdołała sobie jeszcze ułożyć życia. I babcia, jak to babcia, która chciałby, by to wszystko wyglądało inaczej. Ot, życie. Ale...
Ale matka jest typową artystką, malarką z myślami gdzieś w chmurach, nieobecną, zbyt kruchą i delikatną by mówić z nią o codziennych sprawach, a stąpać w jej obecności należy ostrożnie żeby nie zburzyć jej spokoju. Ojciec kocha tę kobietę, ale nie takiej spodziewał się żony. Marzył o żonie, która dorówna mu kroku. Nie udało się. W przeciwieństwie do żony zazwyczaj jest nieobecny ciałem. Miewa kochanki. Jest wszędzie tylko nie w domu, zbawiłby całą biedotę świata i uratował wszystkie dzieci, tylko przy swoich własnych go nie było i nie ma. Ciotka spędza czas na poszukiwaniu szczęścia, na łapaniu jego okruchów, a może raczej ochłapów... Co rusz zakochuje się i oddaje cała w ramiona kolejnych kochanków, co rusz jest porzucana i na okrągło leczy rany bez wyciągania wniosków, by już za moment wpaść w kolejną czarną rozpacz. Brat jest nieszczęśliwie zakochany. Jego wymarzona dziewczyna chodzi z kimś z silniejszej grupy, z kimś kto zabiera mu śniadanie i przybory szkolne, z kimś z kim nie ma szans. Nie walczy, wycofuje się i całe dnie spędza na żmudnym ćwiczeniu gry na fortepianie. I wreszcie ona, osiemnastoletnia córka, wnuczka, siostra i siostrzenica, nasza narratorka. Jak mało kto widzi to wszystko, widzi problemy, być może nawet widzi ich źródło, jest dobrym obserwatorem. Próbuje łagodzić sytuacje, ale to czego jej brakuje to wiara w siebie. Chce kochać, ale nie wierzy, że zasługuje na miłość, na dobrą miłość. Wikła się w związek z żonatym mężczyzną o sadomasochistycznych skłonnościach i z wyjątkową perwersyjną wyobraźnią w tym względzie. Naprawdę strach przypominać sobie te fragmenty i strach zdać sobie sprawę, że można uważać taką miłość za jedyną możliwą, za jedyną, na którą się zasługuje... Zupełnie pomieszane relacje znajdujemy w tej książce, relacje odwrócone, gdzie dzieci wydają się być bardziej rozsądne od rodziców, tylko tak boleśnie pogubione. I w pewnym momencie przestaje dziwić umieszczony na wstępie fragment z "Pinokia" Carla Collodiego:
Chce się zapytać czy naprawdę to dzieci będą musiały postawić na nogi tę rodzinę? Czy może znajdzie się ktoś z dorosłych kto wreszcie przejrzy na oczy? Kto wyrwie ich wszystkich z brzucha rekina, w którym tkwią?
Dziwna to proza, i niełatwa, i pewnie nie dla każdego. Moim zdaniem jednak warto poświęcić jej trochę czasu i przekonać się osobiście. A na mnie tymczasem czeka już "Ból kamieni"...
sobota, 30 stycznia 2010
Jaki był ten miniony rok? Pierwsza odpowiedź, która mi przychodzi do głowy to: dziwny. Z miodem, i sporą łyżką dziegciu... Teraz, gdy świat widzę raczej w tych ciemnych odcieniach szarości, ta łyżka wydaje się być większa niż kiedykolwiek, ale obiektywnie spoglądając na cały 2009 rok muszę przyznać, że zdarzyło się w nim również wiele, wiele dobrego. Przede wszystkim był to rok przełamywania się, rok walki z własnymi obawami, rok przekonywania się, że mam innym coś do powiedzenia, że mam do przekazania mój punkt widzenia, który być może kogoś zainteresuje. W 2009 otwarłam się na świat, przekroczyłam granice, odważyłam się wylecieć poza nasz polski, ale co muszę zaznaczyć, jakże piękny ogródek, zmierzyć się z innymi kulturami, mentalnością i językiem. Odwiedziłam cztery państwa europejskie, podróżowałam autokarem, pociągiem i pierwszy raz w życiu wzbiłam się ponad chmury. Podziwiałam cuda natury w wielu odsłonach. Zwiedzałam miasta, podziwiałam zabytki, obserwowałam współistnienie, a czasem i walkę, nowego ze starym, tradycji z nowoczesnością. Odważyłam się wyruszyć w podróż bez przewodnika i bez planu ułożonego przez biuro podróży. Odnalazłam niesamowitą przyjemność w planowaniu i czekaniu na wyprawę. Znów na nowo przekonałam się jak cudnie jest oglądać świat przez obiektyw aparatu, a potem móc w nieskończoność cieszyć się i dzielić efektami. Aparat po raz kolejny stał się moim nieocenionym towarzyszem w podróży, chociaż sam w pojedynkę nie byłby w stanie zastąpić towarzyszy z krwi i kości. Tak więc... A.F. i K.W. z tego miejsca dziękuję Wam, i liczę, że jeszcze się zdarzy! :) Ale wracam już do meritum, do tego, co na tej stronie liczy się najbardziej... Albowiem najważniejsze jest to, że 2009 był rokiem czytania! Był rokiem powstania tego miejsca, poznania tak wielu blogowych moli książkowych i zadomowienia się w niesamowitej społeczności, którą tworzycie! To tu w pierwszej notce ogłosiłam moje postanowienie na cały rok, które brzmiało: "Więcej Czytać! /.../ A właściwie wrócić do czytania, po dłuższym czasie, w którym nie było to możliwe." I udało się. Dziś mogę powiedzieć, że naprawdę się udało :) Po latach posuchy, w których czytałam mniej więcej pół książki na miesiąc (wstyd, wstyd, ale tak właśnie było), rok 2009 zaowocował 52 przeczytanymi pozycjami, z czego jestem niezwykle dumna! :) Co jeszcze ważniejsze, czytałam różnorodnie, zarówno pod względem form, jak i krajów pochodzenia, na co niebagatelny wpływ miało wyzwanie pod tytułem Literatura na peryferiach. W sumie przeczytałam:
Co najbardziej mi się podobało? – Większość z przeczytanych była cenna, choć każda na inny sposób. Kilka z nich wpasowało się tematyką w aktualny czas czytania, a potem zupełnie wywietrzało z głowy, kilka sprawiło czystą chwilową przyjemność i nie pozostawiło po sobie większych refleksji, i wreszcie kilka, a nawet kilkanaście, do dziś powraca w myślach i nie daje o sobie zapomnieć. I te właśnie stały się dla mnie głównymi pretendentkami do tytułu KSIĄŻKI ROKU. Zdecydować nie było łatwo, jedynie miejsca pierwszego byłam pewna od wielu miesięcy... 1. "Opowieść dla przyjaciela" – Halina Poświatowska
Jedyny możliwy wybór. Książka będąca dowodem na to, jak pięknie można pisać, jak czule traktować każde przelewane na papier słowo, jak pięknie można żyć, jak kochać życie, jak walczyć o każdą tego życia minutę. To ta książka w ubiegłym roku była w moich rękach najczęściej, to do jej rozlicznych, zaznaczonych wcześniej fragmentów wracałam przez wszystkie te miesiące. To ona pozwoliła mi odnaleźć i zobaczyć moją ukochaną poetkę z zupełnie innej strony. Proza Poświatowskiej długo czekała na moje zainteresowanie, ale na szczęście mnie znalazła i totalnie oczarowała. Zresztą, jak obserwuję, nie tylko mnie, gdyż to właśnie "Opowieść dla przyjaciela" jest najczęstszym powodem wejść na moją stronę z wyszukiwarek, i to notka o "Opowieści...", choć napisana w kwietniu, jest do dziś najczęściej czytaną. Dla mnie jedyne i niepodważalne miejsce pierwsze! 2. "Wyspa klucz" – Małgorzata Szejnert
Moje pierwsze spotkanie z reportażem, które zrodziło chęć na ciąg dalszy, na dalsze poznawanie gatunku (co między innymi chciałabym realizować w 2010). Książka przekazująca kawał historii za pomocą faktów, statystyk i rzeczowego języka, a potrafiąca zachwycić i wciągnąć bez reszty. Książka, która otwiera nam oczy na przeszłość, która wywołuje całą gamę emocji, od podziwu, po absolutne oburzenie. Pokazująca świat bez zbędnego retuszu, silna historiami ludzi, którzy są jej udziałem. Poruszająca czytelnika lektura doskonała! 3. "Wyjście z Egiptu" - André Aciman i "Pchli pałac" - Elif Şafak
Dwie powieści, które w ubiegłym roku wciągnęły mnie najmocniej. Dwie sagi, jedna rodzinna, druga... blokowa? ;) Obie pełne egzotyki, co nie dziwi, gdyż z dalekich krajów pochodzi każdy z autorów. Obie ciepłe (pierwsza dużo wyraźniej), magiczne i niezwykłe. I wreszcie, obie pełne temperamentnych bohaterów, którzy nie wahają się okazywać emocji, pełne tej niesamowitej, przyciągającej uwagę mieszanki kulturowej, pełne światów, w których opowiadane historie mają miejsce. Niezwyczajnie zachwycające i zdecydowanie godne polecenia!
Tak było, a jak będzie? Rok 2010 jest dla mnie nie odkrytą niespodzianką, ale wiem już, że będzie rokiem zmian, i znów rokiem przełamywania się i udowadniania sobie ile mogę, tylko tym razem na innych płaszczyznach. W kwestiach czytania ideałem byłoby utrzymać zeszłoroczny poziom, ale nie ma przymusu, czas pokaże jak będzie, planowanie na tak odległy czas byłoby przesadą. Ale zaplanuję za to na czas trochę bliższy mój udział w nowych wyzwaniach literackich. Właściwie w głowie (i na półkach) już je zaplanowałam :) Liczę bardzo, że wyzwania mnie zmobilizują i po raz kolejny pozwolą odkryć niezwykłe książki. Tak więc... 2010 czas zacząć.
piątek, 29 stycznia 2010
Kochani, Dzisiejszy wpis nigdy by się nie znalazł na tej stronie gdyby nie wyjątkowa sytuacja, a te wymagają czasem zastosowania nadzwyczajnych środków. Dlatego też ośmielam się prosić Was o pomoc dla bardzo chorej ośmiomiesięcznej córeczki mojej bliskiej koleżanki z pracy. Asia i Marcin to bardzo dzielna dwójka ludzi, których życie doświadczyło już nie po raz pierwszy, a mimo to z podziwem można patrzeć na to jak się nie poddają, nie tracą nadziei i walczą z niesamowitą wytrwałością o swoją pięcioosobową Rodzinę, której najmłodszym ogniwem jest mała Lenka. Lenka, która by mieć szanse na normalne życie, potrzebuje pomocy. Tak więc jeżeli jeszcze nie wiecie na jaki cel przeznaczyć swój 1% podatku z rocznego rozliczenia z Urzędem Skarbowym, to bardzo Was proszę o przekazanie go na konto małej Lenki. Ta forma pomocy nic Was nie kosztuje, a co najważniejsze, macie pewność, że pieniążki trafią do konkretnej osoby i zostaną dobrze wykorzystane. Przekazanie podatku jest też bardzo łatwe, wystarczy w swoim zeznaniu podatkowym wpisać następujące dane: 1% podatku na rzecz OPP: W miarę możliwości proszę Was o przekazanie treści tej notki swoim przyjaciołom i znajomym. Za każdy rodzaj pomocy, w imieniu swoim i rodziców dziewczynki, już teraz BARDZO DZIĘKUJĘ ! | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||