Literacko i fotograficznie. Wcześniej: w kąciku z książkami ...
Blog > Komentarze do wpisu

Póki rekin śpi - Milena Agus

"Pisarstwo jednocześnie lekkie i dziwne. I na tym polega jego genialność. Agus opowiada o obu warstwach życia – powierzchownej i głębokiej; o świecie dzieciństwa przerażająco radosnym, a zarazem zachwycająco bolesnym." – czytamy na okładce.

Oj tak, dziwna jest ta książka. I niełatwa. Ta książka boli. Dosłownie. Fizycznie. Boli. Równocześnie czytając trudno się oprzeć wrażeniu, że od bohaterów oddziela nas tafla lodu lub zaparowana szyba, w którą chuchamy i przecieramy uparcie, by coś dojrzeć, a jednocześnie wolelibyśmy nie widzieć. I czytając niedowierzamy w to co czytamy, tak wszystko wydaje się strasznie niemożliwe. I trudno się nam dziwić, że co czasem odwracamy wzrok, jakby w zawstydzeniu, bo czujemy, że za dużo widzimy, że za głęboko wnikamy w prywatność tej rodziny.

Rodzina nazywa się Sevilla Mendoza i mieszka na Sardynii chyba od zawsze. Być może z pozoru wygląda całkiem normalnie. Jest matka i ojciec, i nawet się kochają. Córka i syn, dwójka nastolatków, ona ma chłopaka, on beznadziejnie się w kimś kocha. Jest ciotka, siostra matki, która mimo chęci nie zdołała sobie jeszcze ułożyć życia. I babcia, jak to babcia, która chciałby, by to wszystko wyglądało inaczej. Ot, życie. Ale...

"W naszym domu każdy ma obsesję na jakimś punkcie: dla mamy to uroda, dla taty Ameryka Południowa, dla mojego brata doskonałość, a dla ciotki narzeczony.
Ja wymyślam opowieści, bo kiedy tutejszy świat mi się nie podoba, przenoszę się do mojego i bardzo mi tam dobrze.
A tutejszy świat nie podoba mi się z wielu powodów. Mówiąc szczerze wydaje mi się paskudny i zdecydowanie wolę swój własny."

Ale matka jest typową artystką, malarką z myślami gdzieś w chmurach, nieobecną, zbyt kruchą i delikatną by mówić z nią o codziennych sprawach, a stąpać w jej obecności należy ostrożnie żeby nie zburzyć jej spokoju. Ojciec kocha tę kobietę, ale nie takiej spodziewał się żony. Marzył o żonie, która dorówna mu kroku. Nie udało się. W przeciwieństwie do żony zazwyczaj jest nieobecny ciałem. Miewa kochanki. Jest wszędzie tylko nie w domu, zbawiłby całą biedotę świata i uratował wszystkie dzieci, tylko przy swoich własnych go nie było i nie ma. Ciotka spędza czas na poszukiwaniu szczęścia, na łapaniu jego okruchów, a może raczej ochłapów... Co rusz zakochuje się i oddaje cała w ramiona kolejnych kochanków, co rusz jest porzucana i na okrągło leczy rany bez wyciągania wniosków, by już za moment wpaść w kolejną czarną rozpacz. Brat jest nieszczęśliwie zakochany. Jego wymarzona dziewczyna chodzi z kimś z silniejszej grupy, z kimś kto zabiera mu śniadanie i przybory szkolne, z kimś z kim nie ma szans. Nie walczy, wycofuje się i całe dnie spędza na żmudnym ćwiczeniu gry na fortepianie. I wreszcie ona, osiemnastoletnia córka, wnuczka, siostra i siostrzenica, nasza narratorka. Jak mało kto widzi to wszystko, widzi problemy, być może nawet widzi ich źródło, jest dobrym obserwatorem. Próbuje łagodzić sytuacje, ale to czego jej brakuje to wiara w siebie. Chce kochać, ale nie wierzy, że zasługuje na miłość, na dobrą miłość. Wikła się w związek z żonatym mężczyzną o sadomasochistycznych skłonnościach i z wyjątkową perwersyjną wyobraźnią w tym względzie. Naprawdę strach przypominać sobie te fragmenty i strach zdać sobie sprawę, że można uważać taką miłość za jedyną możliwą, za jedyną, na którą się zasługuje...

Zupełnie pomieszane relacje znajdujemy w tej książce, relacje odwrócone, gdzie dzieci wydają się być bardziej rozsądne od rodziców, tylko tak boleśnie pogubione. I w pewnym momencie przestaje dziwić umieszczony na wstępie fragment z "Pinokia" Carla Collodiego:

"- I co dalej? – spytał Pinokio.
- Nic – westchnął Gepetto z rezygnacją. – Jesteśmy zgubieni...
- Zgubieni? Dlaczego zgubieni? – zaprotestował Pinokio. – Daj mi, tato, rękę i uważaj, żebyś się nie poślizgnął.
- Dokąd mnie teraz prowadzisz?
- Spróbujemy raz jeszcze. Chodź i nic się nie bój."

Chce się zapytać czy naprawdę to dzieci będą musiały postawić na nogi tę rodzinę? Czy może znajdzie się ktoś z dorosłych kto wreszcie przejrzy na oczy? Kto wyrwie ich wszystkich z brzucha rekina, w którym tkwią?

„żeby uciec z brzucha rekina, trzeba poczekać aż zaśnie. Ale jak stwierdzić, że śpi?”

Dziwna to proza, i niełatwa, i pewnie nie dla każdego. Moim zdaniem jednak warto poświęcić jej trochę czasu i przekonać się osobiście.

A na mnie tymczasem czeka już "Ból kamieni"...

 

wtorek, 02 lutego 2010, net.a.a

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: mary, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/02 11:27:22
Oj, pięknie napisałaś. Musi to być naprawde dobra proza. Ból kamieni czytałam. Polecam, również mocna..
-
Gość: zaulek ksiazki, 89.171.40.*
2010/02/02 12:33:22
Oj! Zachęciłaś mnie niesamowicie, świetna recenzja po której wydaje mi się, że muszę tę książkę przeczytać już! Mam nadzieję tylko, że moja biblioteka spisze się w tej kwestii!
-
judytta
2010/02/02 20:00:01
Czytałam ją dokładnie dziwna była to książka ale coś w sobie miała.
-
net.a.a
2010/02/02 22:19:41
mary heh, dzięki, dobrze słyszeć, że nie całkiem wyszłam z wprawy :) Bo jak wiesz, trochę czasu minęło od ostatniej książkowej notki ;)
Z wszystkich recenzji, które czytałam wynikało, że Ból kamieni jest lepszy i mocniejszy. Strasznie jestem ciekawa...
zaułku bardzooo się cieszę :) trzymam mocno kciuki żeby biblioteka się spisała!
judytto no to się zgadzamy :)
-
2014/08/13 11:50:38
Dziwna, trochę metafizyczna książka. W momencie gdy pojawił się wątek mitycznej próby złota zwoje mózgowe prawie mi się spaliły :) ale było warto, ciekawa książka.