Literacko i fotograficznie. Wcześniej: w kąciku z książkami ...
Blog > Komentarze do wpisu

7 kolorów tęczy - Monika Sawicka

7 kolorów tęczy - Monika Sawicka

Nabrałam się! O jakżeż okrutnie się nabrałam!

Ta okładka to optymizm w najczystszej postaci, z ogromnym ładunkiem nadziei – tak zawsze myślałam mijając książkę na półkach rozlicznych księgarni. Dlatego też z ochotą przyjęłam propozycję przesłania egzemplarza recenzenckiego przez Wydawnictwo Magia Słów.

A potem nadzieja prysła jak bańka mydlana po kilku przeczytanych stronach. Niepokój za to towarzyszył mi już od pierwszych zdań autorki.

Nie rozumiem zupełnie powodów dla jakich powstała ta książka! Nie rozumiem potrzeby autorki do nieustannego podpierania się cudzymi tekstami. Paulo Coelho, Wiliam Wharton i poradniki w stylu dlaczego mężczyźni to, a kobiety tamto, królują na tych stronach, przeżywają swoje drugie życie. Szkoda, gdyż sama Sawicka w miejscach bez cytatów pisze całkiem sprawnie i płynnie (niewiele to, ale dobre chociaż tyle). Niestety takich fragmentów jest w książce jak na lekarstwo, przy czym napełniają też niesmakiem za przyczyną użytych sformułowań w stylu: "rozglutowanych smarków na policzku", czy: "Generalnie dość istotne jest dla mnie, kto rezyduje w mojej pochwie".

Niesmaczne jest też naśladownictwo, ewidentne nawiązania do prozy J. L. Wiśniewskiego, widoczne chociażby w zastosowaniu korespondencji jako środka komunikacji między dwójką bohaterów oraz odwoływania się do takich dziedzin nauki jak chemia i fizyka. Tyle że w tym wypadku odwołania są wyjątkowo nienaturalne. Powiedzcie sami, czy znacie dziewczyny, które w przymierzalni raczą się wykładami na temat chemii, w tym wypadku tej łączącej się ściśle z miłością, i na temat hormonów, używając fachowych określeń i popierając naukowymi przykładami? Słyszeliście kiedykolwiek rozmowę przyjaciółek podobną to tej:

"Czy ty masz, Ewuniu pojęcie, że nawet kształty płatków śniegu nie są dziełem przypadku, lecz są każdorazowo zaprogramowane z góry przez ingenezę i następnie ukształtowane dzięki celowemu wykorzystaniu praw fizyki obowiązujących na poziomie kwantowym i wyżej?"

Ja na całe szczęście nie mam nikogo takiego w swoim otoczeniu.

Sawicka nie pozostaje na chemii i fizyce, idzie dalej. Bombarduje czytelnika wywodami na temat przeznaczenia, karmy, afirmacji, kreowania rzeczywistości przez myśl, przyciągania szczęścia, feromonach czy zdolnościach parapsychicznych. Wiedzę na te tematy czerpie z rozlicznych stron internetowych, z których wiele to ściągi i opracowania (!), a podaje nam ustami swoich bohaterów, których losów i poplątanych perypetii Wam oszczędzę.

Czuję się oszukana. Wzięłam do ręki coś co miało być powieścią, a otrzymałam jedynie masę porad i przekonań, którymi kieruje się autorka. Gdybym chciała poczytać Coelho czy Whartona po prostu bym to zrobiła. Gdybym czuła potrzebę podparcia się poradnikiem w jakiejś kwestii, wybrałabym konkretny adekwatny do danej sytuacji. Ten zestaw uniwersalny zupełnie mnie nie przekonuje. Być może dla pani Moniki napisanie tej książki miało być przysłowiowym lekiem na całe zło, sposobem na odnowienie wiary w siebie i w swoją siłę. Ale mnie osobiście, zamknięta już lektura odbija się jedynie czkawką i kojarzy się ze zmarnowanym czasem. "7 kolorów tęczy" skutecznie zniechęciło mnie do kontynuowania znajomości z Moniką Sawicką. Zdecydowanie najgorsza książka po jaką zdarzyło mi się sięgnąć w tym roku. Niestety.

środa, 11 listopada 2009, net.a.a

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
agawa79
2009/11/11 20:23:41
Rozbawiła mnie ta recenzja. :D
A cytat wywołał ból zębów, ałć. Rzecz jasna, po całość sięgać nie zamierzam. ;)
-
2009/11/11 20:41:09
Coś czuję że Twoje przegenialna recenzja jest o niebo ciekawsza niż ta książka;-) Pozdrawiam!!!
-
claudete
2009/11/11 21:24:39
Cieszę się, że wreszcie ktoś odważył się napisać wprost czym ta proza tak naprawdę jest. Bardzo starannie unikam wszelkich takiego rodzaju eksperymentów, a gdy czytam, iż autorka daje zabłysnąć innym kobietom to niedawno spożyty posiłek przewraca mi się w żołądku na znak protestu.
Sięgać nie zamierzam, ale podziwiam tych, którzy się odważyli. :)

Pozdrawiam.
-
mandzuria23
2009/11/13 16:53:33
Ha, jestem w tej samej sytuacji. Również dostałam książkę i niedługo napiszę recenzję - niestety bardzo podobną do Twojej...
-
2009/11/13 23:14:17
no to nieźle, obawiam się, że teraz tego typu książki są dość modne. Wisniewski jeszcze był o tyle oryginalny, bo był prawdopodobnie pierwszy, a na pewno pierwszy zdobył popularność taką manierą pisania. Niestety Grochola i inne poradniko-obyczajowo-romansowe bajki o twardych, inteligentnych babkach są wszechobecne. Pytanie nasuwa mi sie takie: komu się chce czytać ksiązki, z których jedna jest podobna do drugiej. Ale może lepsze to niż nic, człowiek przynajmniej utrwala sobie zasady ortografii.
-
2009/11/13 23:15:38
tzn. może nie powinnam się wypowiadać, bo nie czytałam tej ksiązki, ale dzięki tej recenzji będę wiedzieć na przyszłość, że chyba nie warto po nią sięgać...
-
Gość: mary, *.rev.inds.pl
2009/11/14 17:43:26
buahahaha. Ja pieprze , ze tak, powiem. Rozmowa przyjaciółek suuper. A Coelho to nie do strawienia. Mnie nawet te kolorki z okładki odrzucają jakos.. wiec nie siegne
SWIETNA recenzja ;)
-
net.a.a
2009/11/19 22:10:59
agawo jak rozbawiła to nie jest tak źle ;)) tylko za ból zębów przepraszam, naprawdę nie chciałam ;):)
kocie_w_butach nie mnie oceniać, ale dziękuję, dziękuję pięknie:) strasznie to miłe :)
claudete przyznam się, nie było łatwo, ale nie można było inaczej - tak po prostu jest! dzięki za poparcie ;) chociaż swoją odwagę w tym zakresie nazwałabym dosadniej... ;))
mandzurio właśnie się rozpatruję w notkach po chwilowej nieobecności i widzę, że już zamieściłaś. Zaglądnę wkrótce i przeczytam na spokojnie.
prawdziwy-kermit powiem szczerze, że "Samotność w sieci" mnie uwiodła w swoim czasie, ale ta pozycja jest już wtórna i niesmaczna. Myślałam, że Sawicka stworzyła coś na kształt lekkiego babskiego czytadła takiego do oderwania się, więc dałam się skusić wydawnictwu... a co z tego wyszło to widać niestety :/ Ja zdecydowanie nie polecam.
mary kurcze, kolejna osoba rozbawiona :) Rewelacja... przydała się na coś moja męczarnia ;))) I dzięki, zawsze można na Ciebie liczyć :)
-
2009/11/27 10:15:36
Chociaż nie czytałam "7 koloów tęczy", to doskonale zrozumiłam tę recenzję! Wiem, że nie kupię tej książki! Jestem zniesmaczona "Kruchością porcelany". Czytam tę książę i czytam, i czuję jakbym rozmawiała w totalną gadułą! Z którą nie mam zamiaru rozmawiać! Zawiodłam się na p. Sawickiej! Z to cenie bardzo ksiązki P. Wiśniewskiego! "Samotność w sieci"i "Los powtórzony" są dla mnie rewelacyjne! Z chęcią się o nich wraca! Widać, że autor ma wiedze i nie boi się jej użyć! Za to p. Sawcka próbuje się do niego upodobnić pisarsko i wcale jej to nie wychodzi!
-
Gość: , 82.160.241.*
2012/03/06 16:38:58
Wszystkim rozczarowanym polecam;"Ja,pani wożna"!
-
Gość: , 82.160.241.*
2012/03/06 16:41:18
Ewy Ostrowskiej
-
Gość: gość, *.adsl.inetia.pl
2012/09/21 08:46:26
Książki nie czytałam. Tę panią nieustannie widuję na fb. Wstawia swoje zdjęcia i jakieś przemyślenia. Nie mam zaufania do kogoś takiego. I na pewno nie zawrę bliższej znajomości z "twórczością" tej pani. Nie powiem, że szkoda mi czasu. Pieniędzy mi szkoda.
-
Gość: sonet, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/10/02 00:13:47
Nie czytałam jeszcze, ale co do tego, czy znamy koleżanki, które rozmawiają w taki sposób, podpierając się fachowymi pojęciami chemicznymi i fizycznymi - ja to robię praktycznie od zawsze. Za paręnaście dni kończę 30 lat i na palcach dwóch rąk mogę policzyć, ile razy powiedziałam "kocham". Wolę wykłady na temat hormonów i tego, które w jakiej fazie związku znajdują się na najwyższym/najniższym poziomie. Nauczyłam się tego jakoś w gimnazjum specjalnie po to, żeby nie wyjeżdżać z ckliwościami. I zawsze lubiłam miny faceta, któremu mówiłam, że jego androsteny stymulują moją przysadkę mózgową i dosłownie czuję, jak szaleje mi lutropina, a to znaczy, że dopamina, noradrenalina i serotonina już przygotowują się do wystrzału. Wyjękiwanie "allle pobudzasz moja oksytocynę" jest zabawne. Czyli to wcale nie takie dziwne :)