|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Czerwony rower - Antonina Kozłowska
Jak dobrze, że opis z okładki tej książki nie mówi zbyt wiele. Jak dobrze, że zbyt wiele szczegółów nie wyczytałam w recenzjach, które pojawiły się przed moją. Na całe szczęście nie miałam zielonego pojęcia jaką tajemnicę z przeszłości skrywają bohaterki. Bo gdybym wiedziała, z pewnością trzymałabym się od tej historii z daleka, spodziewając się, że zaogni jeszcze bardziej bolesne i tak świeże rany, które co dopiero spowodowała rzeczywistość wokół mnie... Więc na szczęście (!) nic nie wiedziałam, i dzięki temu nie skreśliłam książki tylko przez smutne skojarzenia, które mogła nasunąć. I chociaż tych ostatnich nie sposób było uniknąć, lektura sprawiła mi niekłamaną przyjemność i dobrze się stało, że miałam okazję po nią sięgnąć. Antonina Kozłowska, dziennikarka, tłumaczka i pisarka, autorka dwóch blogów, które podczytuje tak wiele z nas :), napisała książkę pełną śladów polskiej rzeczywistości lat 80-tych XX wieku, i pełną wnikliwych rozważań na temat dziewczyńskiego dorastania, z wszystkimi jego buntami, konfliktami i pytaniami, na które odpowiedzi daje w pierwszej kolejności podwórkowe życie między rówieśnikami. Choć nie w Warszawie, a na południu Polski, i ja wychowałam się w miejscu podobnym do tego z powieści, "gdzie błotniste uliczki wiły się leniwie pomiędzy domkami z cegły, drewna i nowymi osiedlami szeregowych klocków, które wyglądały jakby ktoś pociął blok z wielkiej płyty na cienkie plasterki, ustawił je obok siebie, i dodał dywanik zielonej trawy od frontu." I chociaż jestem kilka lat młodsza od bohaterek i świat "na kartki" znam raczej z opowieści rodziców, jednak pamiętam czasy, gdy jeansy z Pewexu dostępne były dla nielicznych a dzieciaki jeździły po podwórku na składakach, a nie najnowszych modelach rowerów górskich. Z rozrzewnieniem wspominam moje pierwsze "czeszki", lemoniadę w woreczkach pitą przez rurkę, popołudnia u koleżanki spędzane na przesłuchiwaniu nagrań na starym magnetofonie i wygadywanie głupot przez telefon do obcych ludzi ;) Karolina, Beata, Gośka i Aneta spędzały czas podobnie, przyjaźniąc się na swój pokręcony sposób i stale ze sobą rywalizując. Wszystkie już naznaczone bliznami skrzętnie ukrywanymi przed światem i sobą nawzajem, maskowanymi niejednokrotnie kłamstwem i bezczelnością. Każda z przyklejoną na stałe "metką"; córki ubeka, bogatej laluni, otyłej córki badylarza i pobożnej aż do bólu katoliczki; prześcigają się w próbowaniu rzeczy zarezerwowanych dla dorosłych, w zaspokajaniu ciekawości, w ślepym naśladownictwie i wyśmiewaniu zakompleksionych i pozostających w tyle. Wszystko do czasu gdy ich dorastanie zostanie naznaczone tragedią, nowymi pytaniami bez odpowiedzi i narastającym poczuciem winy, które każda z dziewcząt będzie się uparcie starała zagłuszyć przez następne dwadzieścia lat. Ale historia nie pozwoli tak łatwo o sobie zapomnieć, powróci w najmniej spodziewanym momencie, a nasze bohaterki staną przed koniecznością rozliczenia się z przeszłości przy jednoczesnym obserwowaniu rozterek dorastania własnych dzieci.
Na wielkie uznanie zasługuje przenikliwość i zmysł obserwacji autorki oraz oczywiście warsztat i sposób pisania prosty, a jednocześnie malowniczy. Czyta się doskonale, w wielu miejscach unosząc kąciki ust do góry z zadziwienia idealnie oddanymi realiami PRL-u. "Taka moja" jest ta książka, taka autentyczna. Choć prawdopodobnie identyczne odczucia będzie miało wielu czytelników, którym przyszło dorastać w latach osiemdziesiątych. Apetyt na Kozłowską zaostrzył się ;) Muszę się koniecznie rozglądnąć za jej pierwszą książką i z chęcią sięgnę po pozycje, które wyda w przyszłości. A teraz szkoda mi trochę, że "Czerwony rower" jest pożyczony, bo z chęcią położyłabym go u siebie na regale na stałe :) środa, 30 września 2009, net.a.a
TrackBack
Komentarze
padma
2009/09/30 21:31:21
Zaciekawiłaś mnie, też mam teraz apetyt na Kozłowską:)
2009/09/30 22:58:32
Neto, wszystko zdradziłaś! :P Ale i tak z rozkoszą sięgnę po "Czerwony rower", bo recenzja przepiękna i zachęcająca niezmiernie. Swoją drogą - ja też wydzwaniałam do obcych, dla śmiechu! Ech, to były czasy! :D
2009/09/30 23:51:24
padmo trzeba więc apetyt zaspokoić :)
aerien ależ skąd ;) gdzie Ty moja droga wszystko wyczytałaś, jak nic nie jest napisane dosłownie ;) chociaż wiem, że jesteś wnikliwym czytelnikiem i sporo doczytasz między wierszami :) ale uwierz mi, że nawet jeśli odgadłaś fabułę zupełnie nic nie tracisz, rozwiązanie zagadki to najsłabszy punkt książki (szybko można się domyślić ;)), a jej największym walorem jest sposób napisania i te wszystkie smaczki, które sprawiają, że wracasz z nostalgią do własnych wczesnych lat podstawówki :) 2009/10/01 18:33:25
kurcze, 'czasowo' to również i mój świat wiec coraz bardziej skuszona jestem tą książką :) fajna recenzja :)
2009/10/02 03:54:02
Ja rowniez jestem pod wrazeniem.Ksiazka napisana z niesamowita prostota i celnoscia,pelna wspomnien,ktore nosi w sobie kazdy z nas,wywolujaca usmiech ale i klucie w sercu czasem.Jednym slowem:bardzo sie ciesze,ze przeczytalam.
Polecam rowniez Trzy polowki jablka... 2009/10/02 18:11:57
dededan dziękuję:)
mary skuś się :) myślę, że i dla Ciebie będzie to fajna wyprawa wstecz :) znaiko idealnie podsumowałaś, podpisuję się obiema łapkami :) a "Trzy połówki jabłka" muszę upolować koniecznie :) 2009/10/03 19:22:11
przeczytałam kilka recenzji tej książki ale dopiero twoja mnie zachęciła, przede wszystkim mam prezent świąteczny dla mamy, której z pewnością się spodoba bo to jej klimaty a i ja tym samym sie zapoznam :)
2009/10/08 12:46:16
Bardzo mnie zaciekawiła Twoja recenzja. Dorzucam "Czerwony rower" na listę lektur do przeczytania :) Dzięki!
2009/10/10 18:03:35
paper a to bardzo mi miło :) oby lektura przypadła mamie do gustu, i Tobie też :) a wiesz, że ja też zakupiłam "Czerwony rower" na prezent :) podarowałam, a potem pożyczyłam i sama przeczytałam ;):)
kocie kreskowy proszę bardzo :) cieszę się, że zachęciłam :) |